Gdzie nie szukamy, tam najprędzej znajdziemy
Dzisiaj jest 02.10.2014
Imieniny: Sławy, Dionizego, Teofila
Wyszukaj: w PPR W Internecie

Reklama
PPR » Aktualności » Zobacz artykuł

Wolne związki, czyli daj mi kocią łapę...

08.01.2004

Coraz większą popularnością cieszą się tzw. wolne związki. Czyli układy między ludźmi, w pewien sposób ich wiążące, ale też dające niesamowitą swobodę. Z jednej strony człowiek ma bowiem świadomość, że z kimś jest, a z drugiej jest całkowicie wolny, ponieważ nic tej osobie tak naprawdę nie obiecywał, niczego nie przyrzekał. Układy te są dużo bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać.

Niby życie w nie zalegalizowanym związku to wolność i sielanka, a jednak ma wiele minusów. Czasem przekraczamy pewne granice i potem ciężko wrócić na właściwą drogę. Życie jest pełne niespodzianek i nigdy nie wiemy jak zachowamy się w danej sytuacji, a nie mając nad sobą żadnej kontroli czy świadomości bycia z kimś, jeszcze trudniej się opanować i uniknąć wielu pokus.

Czym tak naprawdę jest wolny związek? Wszystko zależy od umowy między dwójką ludzi. Wolny związek zaczyna się już wtedy, gdy partnerzy nie ograniczają się nawzajem, dają sobie dużo swobody, mają do siebie pełne zaufanie i wspólnie ustalili pewne nieprzekraczalne dla obojga granice. Nie mają wówczas do siebie pretensji, żyją razem, przebywają ze sobą tylko wtedy gdy akurat mają na to ochotę, ale gdy zapragną spokoju i wolności przenoszą się na własne terytorium, do swego prywatnego mini – świata. Takie układy są bardzo wygodne, ale czasem przestają wystarczać i rodzi się problem, gdy tylko jednemu z nich. Wolny związek jest również wtedy, gdy dwójka młodych, mimo tego że jest razem, potrafi dać sobie wiele swobody, nie ogranicza się. Każde ma swoje pasje, zajęcia, rozwija się, nie wchodzi "na głowę" drugiemu, a przede wszystkim jedno w stosunku do drugiego nie zachowuje się jak policjant czy detektyw. Problemy zaczynają się wtedy, gdy przekraczamy pewną granicę prywatności, która należy się każdemu człowiekowi. Ludzie boją się także legalizacji związku, ponieważ myślą że wówczas, iż wtedy całkowicie stracą resztki wolności.

Coraz więcej młodych osób żyje w tak zwanych otwartych związkach. Nie biorą ślubów, żyją razem, mieszkają, często wychowują wspólne dzieci, ale nie chcą się wiązać tym specyficznym papierkiem. Mówią że nie jest on im do niczego potrzebny, że są szczęśliwi bez niego. Starsi załamują ręce, podnoszą wzrok, patrzą z pogardą. Nie mieszczą im się w głowie dzisiejsze układy. Kiedyś było niedopuszczalne, by młoda, niezamężna kobieta urodziła dziecko, dziś jest to coraz popularniejsze. Kobiety coraz częściej decydują się by zostać samotnymi matkami. Są młode, majętne, niezależne, wychodzą z założenia, że same zapewnią dziecku doskonałą przyszłość.

Zniknął gdzieś także typowy model rodziny. Już nie zawsze ojciec jest jej głową, zarabia na nią, często tę rolę przejmuje także kobieta, która świetnie zarabia, a mężczyzna czasem prowadzi dom. Mówi się o tym otwarcie, raczej nikt tego nie ukrywa, ani się nie wstydzi. Często mężczyźni są zadowoleni z tego, iż siedzą w domu i wychowują dziecko, gdy tym czasem kobieta troszczy się o utrzymanie rodziny.

Ludzie nie legalizują swych związków także ze względów finansowych. Nie chcą wspólnie rozliczać podatków, nie chcą czegoś stracić np. jednego z mieszkań komunalnych, które każde z partnerów posiada, lub szkoda im środków finansowych na organizowanie wesela.

Przyczyny są bardzo różne. Jest to także przekora wobec rodziców, którzy bardzo często nalegają na sformalizowanie związku. Dużo też par żyje w wolnych związkach, ponieważ postanawiają się sprawdzić, jak im będzie w zwyczajnym, codziennym życiu. Później takie życie zaczyna im się podobać, żyją w ten sposób nadal i zwyczajnie nie chce się im nic w tej kwestii zmieniać lub też nie wytrzymują wspólnego życia i rozstają się.

Każdy jest wolnym człowiekiem i ma prawo wyboru. Musi być to jednak prawo akceptowalne przez obie kochające się, będące ze sobą osoby, ponieważ gdy jedna dąży w jedną skrajność, a druga w drugą, rodzi się poważny problem, czasem narastający do miana dramatu i będący nie do rozwiązania.


Magdalena Rogalska
Zobacz także...
» Irritatio
» Za chlebem
» Róbmy co trzeba
» Hej za rok matura...
» Noworoczne postanowienia
» Drugie oblicze św. Mikołaja
» W imię czego…?
» Albośmy to jacy tacy...
» Skok na kasę po polsku
» O wyższości Święta Zmarłych nad Halloween
» Znaki czasów
» Reklama, czyli atak ze wszystkich stron
» Leserzy, albo majstrujemy kolejną aferkę...
» Chłop zawsze miał przerąbane...
» Czy produkcja ekologicznej energii może stać się n
» Los wsi w kobiecych rękach?
» Uczciwy Polak
» Lepiej późno niż wcale
» Jeszcze Polska nie zginęła...
» Rekrutacja na studia
» Wybory do PE – jak i gdzie
» Gdzie na urlop?
» Maski
» O jak źle...
» Śmiech to zdrowie
» Dają, zabierają - a my kombinujemy - jak tu żyć?
» Język ojczysty, coś czego nigdy, nikt nam nie odbi
» Trujący bluszcz
» Święta, Święta, Święta...
» Wypalacze traw
» Wiosna, ach to Ty...
» Jak grzyby po deszczu...
» "Róbta co chceta"
» Kobieto puchu marny...!
» "Wsi spokojna..."
» Koniec monopolu?
» Zazdrość? Czy rywalizacja?
» Zwierzęta w naszym życiu
» Czy istnieje jeszcze tradycja?
» Czy internet zastąpił amora?

Waszym zdaniem (komentarzy: 1)

Dodaj komentarz

Nowość. Jeśli jesteś zalogowany do forum ppr.pl, Twój komentarz pojawi się natychmiast po dodaniu. Zalogowani użytkownicy mają ponadto możliwość głosowania na komentarze. Jeśli nie posiadasz jeszcze konta zarejestruj się na forum.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy
. [02.01.2010 16:25] zgłoś nadużycie oceń komentarz Plus Minus

fatalnie napisany tekst..błędy składniowe, ucięte zdania..liczne powtórzenia.. kopiuj -> wklej ?

© Copyright PPR 2000-2014 Wszelkie prawa zastrzeżone