Około 140 rolnikom z woj. łódzkiego starającym się o dopłaty z Unii,
kontrolerzy udowodnili, że "domierzyli" sobie do zgłoszonego gospodarstwa ponad
20 procent powierzchni. Taka "pomyłka" może ich kosztować prawo do ubiegania się
o dopłaty nawet przez 3 lata - pisze Dziennik Łódzki".
"W tej chwili nie przesądzamy, że rolnicy domierzyli sobie te ponad 20 procent celowo" - mówi ostrożnie Radosław Agaciak, zastępca dyrektora łódzkiego oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. "Myślę, że zastosujemy zasadę domniemania niewinności. Jednak w przypadkach najbardziej znaczących błędów, rolnicy muszą liczyć się z poważnymi konsekwencjami".
Około 80 proc. kontrolowanych gospodarzy wymierzyło swoje gospodarstwa prawidłowo, nie przekraczając 3 procent błędu. Jak to możliwe, że inni aż tak się "pomylili" i to na swoją korzyść?
"Jeden jest bystrzejszy, inny mniej, ale każdy mniej więcej wie, ile czego ma" - mówi Aleksandra Jodłowska z Grabinej Woli pod Czarnocinem, która też czeka na pieniądze z Unii. "Mapki mieliśmy z lat 70., więc jak się dodatkowo pomierzyło, nie mogło być dużego błędu".
Liczba rolników, którzy powpisywali do wniosków większe pola niż mają w rzeczywistości, może być znacznie większa, ponieważ wstępną kontrolę przeprowadzono wśród 5 proc. gospodarstw wylosowanych ze 143 tys. w woj. łódzkim, które złożyły wnioski o dopłaty z UE.
Podczas weryfikacji powierzchni pól we wnioskach o dopłaty sprawdzano również, czy rolnicy nie wypalają ściernisk, co także grozi utratą dopłat. Dotąd nikomu tego nie udowodniono. Dodatkowe kontrole przeprowadzą jeszcze pracownicy ARiMR, a następnie przedstawiciele UE. Na udowodnienie wypalania będzie już jednak za późno, bo pola już w tej chwili są zaorywane i nawożone.