Azoty_Kedzierzyn_4_04_16

Wieś odżywa a handel wraz z nią?

8 lipca 2004

Handel na wsiach rozwija się najlepiej na terenach agroturystycznych. Na plus zmienia się wyposażenie i jakość obsługi w wiejskich sklepach. Nadal jednak barak z "mydłem i powidłem" i sprzedaż wina "na zeszyt", to w wielu biednych regionach kraju przygnębiający standard.

Około 40 proc. Polaków mieszka na terenach wiejskich. Taka struktura demograficzna naszego kraju oraz zwyczaje zakupowe polskich konsumentów uratowały tzw. tradycyjne sklepy przed wyparciem z rynku przez zachodnie sieci handlowe. Ze względu na olbrzymie rozdrobnienie ludności raczej nie są one zainteresowane wchodzeniem na wiejskie tereny. Chociaż zdaniem przedstawicieli hurtowni, niewykluczone, że za jakiś czas dyskonty zaczną szukać i tam lokalizacji. – Myślę, że np. w liczącym cztery, pięć tysięcy mieszkańców Barczewie sklep dyskontowy miałby już rację bytu. Przypuszczam, że gdyby była taka wola mieszkańców, wójt zgodziłby się na jego uruchomienie – podaje przykład ze swojego terenu Ewa Całkowska, dyrektor sprzedaży przedsiębiorstwa hurtowego Rancor z Olsztyna.

Również Piotr Suchocki, dyrektor sprzedaży w jednej z największych firm dystrybucyjnych BOS dopuszcza możliwość powstawania dyskontów na wsiach. – To zależałoby od wielkości wsi i zasobności portfela ich mieszkańców – mówi.
Natomiast dla Krzysztof Złamańca, dyrektora ds. sprzedaży przedsiębiorstwa hurtowego Specjał, które jest głównym dostawcą do sklepów wchodzących w skład sieci Nasz Sklep z Rzeszowa (większość na terenach wiejskich) i właścicielem mniejszej sieci sklepów Mini Market, raczej nie jest to realne. – Dyskonty wolą miasta lub mniejsze miejscowości. Na terenach wiejskich jest za małe zagęszczenie ludności, aby inwestycje miały się im opłacać – twierdzi.

Arkadiusz Wódkowski, członek zarządu ABM Agencji Badań Marketingowych, firmom, które ewentualnie planowałyby inwestycje na obszarach wiejskich, zaleca najpierw przeprowadzenie eksperymentów badawczych – założenie w kilku typowych lokalizacjach (agroturystyczna, postpegeerowska, klasyczna wiejska) sklepów wiejskich i obserwację wyników sprzedaży. – Taki projekt powinny poprzedzić badania segmentacyjne polskiej wsi. Wówczas można by uzyskać odpowiedź, czy opłaca się wchodzić na te tereny jakimś niewielkim sieciom handlowym albo sklepom dyskontowym – mówi.

Inwestują i zarabiają na turystach

Tymczasem struktura wiejskiego handlu nie jest przedmiotem analiz instytutów badawczych, takich jak choćby ACNielsen czy GfK Polonia. Od 1998 roku badania AGRIBUS prowadzi wśród konsumentów wiejskich wspomniana firma ABM. – Pokazują one, że najlepiej dystrybucja wiejska rozwija się na terenach agroturystycznych – twierdzi Arkadiusz Wódkowski. – Fakt, że intensywna sprzedaż odbywa się w nich przez trzy miesiące w roku, ale standard sklepu pozostaje na lata. Zdecydowanie wzrasta tam także poziom obsługi klienta. Generalnie jednak, niestety, potwierdza się stereotypowy pogląd, że sklep wiejski to miejsce zakupu pieczywa, papierosów i piwa.

Na wsiach rzadko powstają nowe sklepy. Częściej już istniejące ulegają przeobrażeniom. Sławomir Złamaniec z firmy Specjał podkreśla, że z "grajdołów" przekształcają się w ładne, schludne punkty handlowe z nowoczesnym wyposażeniem, a nawet z klimatyzacją.

Podobne spostrzeżenia ma Ewa Całkowska, która od kilku lat obserwuje ten obszar handlu. Dla Rancora sklepy wiejskie są bowiem znaczącymi odbiorcami. Przedsiębiorstwo dostarcza do nich chemię gospodarczą i kosmetyki. – Ostatnio wiele zmienia się na korzyść. Jest sporo bardzo ładnych sklepów, najczęściej rodzinnych. Ich właściciele już się zdążyli dorobić, ale także zainwestowali w swoje miejsca pracy. Te sklepy stały się bardziej nowoczesne, mają przestronne witryny, nowe drzwi, eleganckie lady – opowiada. – Oczywiście nie da się ukryć, że nadal znaczną część tych placówek, zwłaszcza na popegeerowskich terenach stanowią byle jakie, okratowane budy. Mają towar "pierwszej potrzeby" – piwo, wino i chleb.

Chcą do sieci handlowych

Właściciele dobrych wiejskich sklepów coraz częściej szukają kontaktu z organizacjami zrzeszającymi polski handel. Starają się wstępować do sieci, takich jak choćby Lewiatan Orbita, Nasz Sklep, Gryf, czy Agro Coop (stowarzyszenie GS-ów z woj. warmińsko-mazurskiego). Potrzebują informacji na temat zmieniających się przepisów i liczą na lepsze warunki zakupowe. Zdaniem zaopatrujących te punkty dystrybutorów, kupiecka świadomość prowadzących wiejskie sklepy jest coraz większa. Oferowany przez nie asortyment niewiele odbiega od miejskich placówek. – Sprzedaje się tylko mniej delikatesowych produktów – twierdzi Sławomir Złamaniec.

Jednak dyrektor Suchocki z BOS-a nie szczędzi również słów krytyki pod adresem handlowców na wsiach: – To dobrzy, lojalni odbiorcy, ale niestety często o słabej kondycji finansowej, handlujący grupami towarowymi według przyzwyczajeń. Są mało chłonni na nowości, rozszerzanie półki. Kupują często towar tani, szczególnie masowy, oraz wyselekcjonowany droższy markowy, np. słodycze. Rotacja w tych sklepach jest stabilna i powtarzalna ze względu na tych samych klientów.

Trzeba pamiętać, że tu bardzo dużo zależy od lokalizacji sklepu i przekroju okolicznych mieszkańców. Ewa Całkowska przypomina sobie, że zainteresowało ją kiedyś, dlaczego do sklepów wiejskich zamawiane są największe opakowania płynów do mycia naczyń. Okazało się, że jest on po prostu sprzedawany "na szklanki". Podobnie jak na sztuki papier toaletowy i pampersy. – To nasza skrzecząca rzeczywistość – komentuje. W wielu regionach olbrzymia bieda mierzona na wpisy dłużników w zeszycie nie pozwoli rozwinąć się nawet najbardziej pomysłowemu przedsiębiorcy.

Gdyby jednak chcieć udzielać rad, tym którzy podjęli się trudu handlowania na wiejskim terenie, to przede wszystkim muszą oni pamiętać, że ich sklepy są często jedynym miejscem, gdzie mieszkańcy mogą kupić produkty pierwszej potrzeby. Powinny się w nich znaleźć artykuły spożywcze, chemia, kosmetyki, baterie, rajstopy, żarówki, wata, plastry, tabletki przeciwbólowe, prasa… po prostu wszystko czego w innym wypadku musieliby szukać w mieście. – Sklepy wiejskie są potrzebne – stwierdza Piotr Suchocki. – Ich rozwój powinien pójść w kierunku polepszenia wyposażenia oraz większej elastyczności w doborze asortymentu. Na pewno warto też pomyśleć o połączeniu sklepu z inną działalnością, np. agroturystyką lub barem w takim wydaniu, aby zainteresować nim nie tylko okolicznych mieszkańców.


POWIĄZANE

W I kwartale liczba udzielonych noclegów w gospodarstwach agroturystycznych była...

Hotele w rodzimych kurortach pękają już w szwach, a wraz z nimi lokale gastronom...

Od początku czerwca tego roku w Polsce utonęło już ponad 100 osób. Niestety zdro...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę