Ptak_mega_22.11
Azoty_Kedzierzyn_4_04_16

Kiełbasa za euro

12 sierpnia 2004

Lubuskie zakłady przetwórstwa mięsa na zakup sprzętu i remonty wzięły z Unii już ponad 33 mln zł. Niektórzy z właścicieli czują, że przeinwestowali, ale nie przestają myśleć o kolejnych pożyczkach.

Zbigniew Motyka, szef niewielkiego zakładu mięsnego we Wrzesinach dostanie z Sapardu 340 tys. zł. To część kosztów jakie poniósł w związku z doposażeniem zakładu. Całość kosztowała 677 tys. zł. Co kupi? Na przykład nadziewarkę próżniową, maszynę do rozdrabniania mięsa, myjkę do butów, sterylizator do noży, drzwi chłodnicze...

- Chciałem wyciągnąć z Unii to, czego mi brakowało – mówi przedsiębiorca. – Urządzenia te wpłyną na jakość moich produktów, pomogą zachować większą higienę i ułatwią pracę. Jednak załatwianie dofinansowania z Sapardu to była droga przez mękę.

Jest na minusie

Przy pomocy wynajętych specjalistów Motyka spędził noce na opracowywaniu biznes planu. Urzędnicy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (zajmują się Sapardem) byli wyjątkowo drobiazgowi, dlatego wniosek musiał być dopracowany, by nie został cofnięty. Potem rozpoczęły się pertraktacje z bankami, które zechciałyby kredytować inwestycję. Gdy takowy się znalazł, zakład Motyki wpadł w tzw. dołek świński szalejący w Polsce przed żniwami.

- Przez wysokie ceny na świnie i brak żywca, ubiegły miesiąc zamknąłem na minusie – zdradza pan Zbigniew. – Teraz to dopiero mam kłopoty z uzyskaniem kredytu pomostowego.

Jeżeli Motyka znajdzie bank, który mu zaufa, dofinansowanie z Sapardu pójdzie na zakup nowych urządzeń. - Ja tych pieniędzy nawet nie zobaczę. Automatycznie znajdą się na koncie banku, a ludzie myślą, że za tę kasę na wyspy Bahama pojadę – mówi przedsiębiorca. – Teraz, bogatszy o doświadczenia ostatniego roku, wiem, że porwałem się na zbyt duże, jak na mój zakład, przedsięwzięcie. Przeinwestowałem. Uważam jednak, że ta inwestycja opłaci mi się.

Podbój rynków

Motyka już dziś myśli o kolejnych inwestycjach finansowanych za unijne euro z funduszy strukturalnych. Przydałby mu się samochód do przewożenia żywca, nowe sklepy i specjalista od marketingu. W najbliższych dniach w jego zakładzie pojawią się wszystkie urządzenia, które kupi z Sapardu.

- Myślę, że wtedy będę już spełniał wszystkie unijne wymogi – zdradza pan Zbigniew. – Pomyślę o nowych rynkach zbytu. Przydałby się fachowiec, który wiedziałby, jak wypromować moje wyroby. Marzę, by wyprodukować tradycyjny wyrób o staropolskim smaku, dzięki któremu zyskam odpowiednią renomę i markę. Wierzę, że mi się uda.

Do Unii zakładowi we Wrzesinach się nie spieszy. - Potrzeby naszego rynku są tak duże, że wystarczą mi polscy klienci – mówi Motyka. – Może później pokuszę się o europejskie portfele. ]

Co w branży mięsnej zmieniła Unia? Oprócz inwestycji, które wymusiły unijne standardy, polskimi wyrobami zainteresowali się szczególnie niemieccy i holenderscy klienci. – Przyjeżdżają i robią zakupy w sklepach mięsnych. Codziennie widzę kilka samochodów przejeżdżających obok mojego zakładu – zdradza Z. Motyka.


POWIĄZANE

Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna żąda przywrócenia obowiązkowych świadectw zd...

Znane i doceniane przez rzesze konsumentów Wędliny z Borów Tucholskich ponownie ...

Ubój gospodarski odbywa się często bez nadzoru weterynaryjnego - wynika z kontro...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę