Azoty_Kedzierzyn_4_04_16

Producenci mięsa wypowiadają wojnę marketom

17 czerwca 2005
Wytwórcy chcą podać do sądu wielkie sieci, bo uważają, że zaniżając ceny, doprowadzają ich na skraj bankructwa.

Dobra biała kiełbasa powinna kosztować w sklepie ponad 8 zł za kg - opowiada technolog jednego z zakładów mięsnych. - Przed świętami wielkanocnymi, kiedy jest na nią największy popyt, jeden z hipermarketów zażądał od nas kiełbasy po 4 zł. I zagroził, że jeśli odmówimy, poszuka innego dostawcy.

Więc zakład zrobił kiełbasę. Tyle że z tłuszczu i odpadów zamiast z dobrej wieprzowiny. Sprzedano ją w promocyjnej cenie, ale producent i tak dołożył do interesu.

Dostawcy mają dość takiego traktowania. Pierwsi zbuntowali się drobiarze.

- Rozmawialiśmy o tym ze sklepami, ale bez skutku. Dlatego za kilka tygodni podamy do sądu jedną z sieci hipermarketów, może to poskutkuje - zapowiada Leszek Kawski z Krajowej Rady Drobiarstwa skupiającej największe zakłady w kraju. Nie zdradza, o jaką sieć chodzi, by "nie uprzedzić przeciwnika".

Do sądu drobiarze pójdą razem z Polskim Mięsem, główną organizacją producentów wołowiny i wieprzowiny.

Twierdzą, że zgromadzili materiały, które powinny przekonać sąd o stosowaniu przez sieci niedozwolonych praktyk. Robią też zakupy kontrolowane, które mają potwierdzić, że hipermarkety sprzedają towary poniżej kosztów produkcji.

- Naliczyliśmy 27 różnych upustów, jakie stosują sieci w umowach - tłumaczy Kawski. Większość z nich jest ukryta, tak że producent, podpisując umowę, często nie wie, na co się zgadza. Zobowiązuje się m.in. płacić za: wejście do sklepu, towar na półce, koszty analiz robione przez sklep, różne imprezy rocznicowe, ekspozycję towarów. A sklep od ceny kupna towaru odlicza sobie np. opłatę za pokazanie mięsa w gazetce sklepowej.

Ba, dostawca musi zadeklarować, że jeśli konkurencyjna sieć otworzy w pobliżu sklep, to obniży ceny, by hipermarket utrzymał poziom sprzedaży.

W efekcie producent za towar dostaje często mniej, niż kosztowało jego wytworzenie. Zakłady są jednak skazane na sieci, bo te kontrolują już 40 proc. rynku mięsa i ich udział rośnie z roku na rok. - Każda firma, zmniejszając obroty o 40 proc., utraci płynność finansową i będzie musiała zwolnić ludzi - przekonuje Witold Choiński, sekretarz generalny Polskiego Mięsa.

Dostawcy decydują się więc sprzedawać po kosztach lub nawet dokładać do interesu, a zysków szukają gdzie indziej.

Sklepów broni Andrzej Maria Faliński, sekretarz generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zrzeszającej hiper- i supermarkety. Jego zdaniem dostawcy sami ze sobą konkurują. - Jeśli producent proponuje nam udka kurze po 6 zł, a zaraz po nim inny po 4 zł, to mamy wybrać droższego? - pyta Faliński. Dla niego cała sytuacja to tylko starcie grup interesów - sieci chcą kupować jak najtaniej, a dostawcy sprzedawać jak najdrożej.

Przyznaje jednak, że nieustannego wyścigu o cenę nie wytrzymują mniejsi producenci.

A gdzie w tym wszystkim klient? Zdaniem Choińskiego wygrana producentów nie oznacza, że ceny w sklepach wzrosną. - Godzimy się na promocyjne ceny, ale nie chcemy dokładać do interesu. Sklepy też mogą zejść nieco ze swoich marż - tłumaczy.

Faliński przyznaje, że jeśli producenci udowodniliby sieciom nieuczciwą konkurencję, na pewno zmieniłoby to stosunki na rynku. Sieci są bowiem wrażliwe na punkcie swojego wizerunku. Będą wolały zapłacić więcej dostawcom, niż uchodzić za wyzyskiwaczy.

POWIĄZANE

Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna żąda przywrócenia obowiązkowych świadectw zd...

Znane i doceniane przez rzesze konsumentów Wędliny z Borów Tucholskich ponownie ...

Ubój gospodarski odbywa się często bez nadzoru weterynaryjnego - wynika z kontro...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę