Zaorzemy truskawki - grożą rolnicy

4 lipca 2005

Ceny truskawek w skupie sięgnęły dna - na Podlasiu chłodnie płacą nie więcej niż 90 gr za kilogram. Plantatorzy wożą tirami owoce pod zachodnią granicę, bo tam dostają złotówkę.

- By cokolwiek na truskawce zarobić, powinno być przynajmniej 2 zł za kilogram - mówi Jan Bojarzyński, plantator z Rudki pod Korycinem. - W tym roku w skupie można dostać najwyżej 1,60-1,80 za łubiankę (dwa kilogramy). To zabójcze ceny.

Problem jest ogólnopolski. Borykają się z nim m.in. plantatorzy z Kaszub, czy Gór Świętokrzyskich, gdzie - podobnie jak na Podlasiu - truskawki obrodziły. Wszystkiemu winne tanie owoce z Chin i z Maroka, które zalewają Europę - głównego odbiorcę polskich truskawek. Na unijne rynki trafia 90 proc. przemysłowej odmiany senga sengana, hodowanej w podlaskim zagłębiu truskawkowym, jakim są okolice Korycina, Janowa i Suchowoli. Rolnicy uprawiają tam w sumie ok. 400 ha. Ok. 70 proc. gospodarstw żyje m.in. z tych owoców. Bojarzyński ma 4 ha truskawek, z których mógłby zebrać ok. 50 ton owoców. Ale w tym roku spora ich część zostanie na polu. Zbiór nie opłaca się.

- Zatrudniam ok. 30 osób, głównie młodzież, która dorabia na wakacjach - opowiada plantator. - Płacę po złotówce za kobiałkę plus obiad, do tego dochodzi nawodnienie, środki ochrony roślin. Gdzie tu jakaś opłacalność?

Rolnicy ratują się, jak mogą - sprzedają truskawki przy drogach, na giełdzie i bazarach. Ale detal to tylko nikły udział w sprzedaży przy takich ilościach owoców. Plantatorzy skazani są więc na odbiorców przemysłowych - czyli wszelkie okoliczne chłodnie - w Białymstoku, Ełku czy Sokółce, a te oferują 1,50-1,60 zł za kobiałkę.

- Przecież to nie jest nasza zła wola - tłumaczy Henryk Witczak z Chłodni Białystok. - Też mamy swoich kontrahentów, głównie z Niemiec, którzy dyktują cenę. W tym roku płacą po 500 euro za tonę, rok temu bywało i 700 euro. A jaka jest cena euro w tym roku? W porównaniu z 2004 r. jesteśmy o 50 gr do tyłu. To prawdziwy dramat, bo złotówka ma jeszcze się umacniać.

Rolnicy grożą, że zaorzą plantacje, jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie. Ten sezon spisali już na straty. Podlascy plantatorzy zwrócili się z apelem do rządu i parlamentarzystów o mądrą politykę państwa wobec krajowych producentów, by choć w przyszłym roku nie dopuścić do truskawkowego krachu.

- Tegoroczna sytuacja na rynku owoców miękkich dobitnie wskazuje, że ten rynek też wymaga regulacji ze strony naszego rządu i Unii - mówi Mirosław Lech, wójt gminy Korycin. - Domagamy się zabezpieczeń rynku przed zalewem tanich owoców, głównie z Azji, wprowadzenia dopłat dla producentów, a także skutecznej promocji naszych owoców na rynkach światowych. Ogromny błąd został popełniony podczas negocjacji przed akcesją, kiedy polska produkcja owoców miękkich nie zyskała żadnej ochrony.

Ministerstwo Rolnictwa wystąpiło w czerwcu z wnioskiem do Komisji Europejskiej o podjęcie działań, zmierzających do ochrony rynku owoców w Polsce.

- To długotrwałe procedury, bo tylko Polska jest zainteresowana wprowadzaniem instrumentów ochronnych - powiedziała nam Małgorzata Książyk z biura prasowego Ministerstwa Rolnictwa. - W tej sprawie musi wypowiedzieć się 25 krajów. Odpowiedź mamy dostać do 6 lipca.

W grę wchodzą dwie możliwości: ustalenie minimalnych cen skupu sprzedaży truskawek na rynek unijny i kontyngenty ilościowe dla importu z rynku azjatyckiego.


POWIĄZANE

Analitycy z S&P Global Platts oceniają, że w sezonie 2017/18 (październik/wrzesi...

Eksport oleju rzepakowego w sezonie 2016/17 będzie na poziomie około 4,34 mln to...

Stan zasiewów ozimin w krajach półkuli północnej generalnie oceniany jest jako d...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę