Azoty_Kedzierzyn_4_04_16

Norki straszą ludzi

27 listopada 2003

We wtorek, kiedy w całej Polsce obchodzono Dzień bez Futra, przedstawiciele myśliborskich instytucji dyskutowali w Gorzowie o... hodowli norek.

W województwach lubuskim i zachodniopomorskim istnieje kilkanaście ferm norek. Hodowcy, ale także przeciwnicy ferm, mówiąc o tym regionie używają często nazwy "Norkolandia”.

Spotkanie zorganizował Polski Związek Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. Uczestniczyli w nim m.in. pracownicy starostwa powiatowego, Urzędu Miasta i Gminy oraz Zespołu Doradztwa Rolniczego z Myśliborza. Problem hodowli norek budzi w Myśliborzu szczególne zainteresowanie. Niedaleko Chłopowa, w gminie Myślibórz - wbrew woli lokalnej społeczności - ma powstać niebawem ferma na ponad 120 tys. sztuk norek.

Mieszkańców Chłopowa przeraża rozmiar hodowli. Za fermy giganty uznaje się bowiem już te, w które mają 20-50 tys. sztuk zwierząt. O podobnych obawach mówili na spotkaniu mieszkańcy woj. lubuskiego.

Zanieczyszczają środowisko
Andrzej Zoń z PZHiPZF przekonywał uczestników spotkania, że fermy w Polsce zagospodarowują rocznie około 90 tys. z 720 tys. ton wyprodukowanych odpadów.

- To prawda, że norki zjadają odpady drobiowo-rybne. Ale one same też są odpadami - mówił Krzysztof Matuszczak z gorzowskiej Inspekcji Ochrony Środowiska. - Przerażają nas wielkości tych ferm.

Pracownicy gorzowskiego starostwa zwrócili uwagę, że Polacy nie zyskują na hodowli norek. Liczba osób zatrudnionych na fermach jest niewielka, a skóry wyprawia się za granicą. Futrzarskie targi organizowane są w Mediolanie, Frankfurcie nad Menem, Salonikach czy Moskwie. - U nas zostaje to, co brudne - mówiła przedstawicielka gorzowskiego starostwa.

Zawodowy bandyta
Ucieczki norek z ferm to temat, który wzbudził szczególne zainteresowanie obecnych. O tym, że norki spotyka się na wolności przekonują myśliwi i leśnicy. Mówią oni także, że norka to zawodowy bandyta. Zwierzę zabija dla przyjemności. Zagraża ssakom, ptakom i rybom. Dlatego, przekonują, wokół ferm panuje cisza.

Zdaniem obecnego na spotkaniu Leszka Gacka z Instytutu Zootechniki w Chorzelowie, niewielu norkom udaje się przeżyć na wolności.

- Zwierzę, które ucieknie z fermy, prędzej zdechnie z głodu. Jest bowiem przyzwyczajone do codziennej porcji jedzenia - mówił Leszek Gacek. - Jeśli jednak przeżyje, może się zaadaptować do nowego otoczenia. Cisza wokół ferm to - według badacza - efekt odstraszania innych zwierząt odgłosami i zapachem.

Zdaniem prof. Andrzeja Frindta ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, ucieczkom norek można zapobiec przez przerobienie klatek. Leży to też w interesie hodowcy.

Protestują z zawiści?
Zaproszonemu przez związek hodowców gronu specjalistów najtrudniej było odeprzeć zarzut dotyczący zapachu z ferm. Ten kłopot mają też urzędnicy, wydający pozwolenia na budowę.

Zdaniem Andrzeja Zonia, przeprowadzone badania nie wykazały przekroczenia norm emisji szkodliwych gazów w odległości powyżej 50 metrów od fermy. Zdaniem naukowców, część ferm nie znajduje akceptacji wśród mieszkańców pobliskich wsi z zawiści, a nie dlatego, że ludziom przeszkadza zapach.

- Nie uniknie się zapachu - mówił Andrzej Frindt. - Odory z norek nie są jednak tak szkodliwe jak zapylenie, które występuje przy hodowli drobiu.

Co z obszarami chronionymi?
Ferma norek w Chłopowie ma powstać ok. 40 km od Parku Narodowego "Ujście Warty”. W bezpośrednim sąsiedztwie planowanego obiektu znajdzie się także 60-hektarowy, chroniony prawem użytek ekologiczny, a obok niego rezerwat przyrody i liczne strefy ochronne z ok. 70 gatunkami chronionych ptaków.

- W sąsiedztwie parków i rezerwatów nie powinny powstawać fermy - przyznawał zapytany o opinię na ten temat Andrzej Frindt.

Podobnego zdania była też Zofia Szykowska, kierownik myśliborskiego zespołu Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Koszalinie. - Jeśli w ramach programu rozwoju obszarów wiejskich opracowuje się mapę miejsc, które będą chronione, to fermy norek nie powinny na nich powstawać- mówiła Zofia Szykowska. - Brakuje jednak porozumienia w tej sprawie.

Zdaniem Stanisława Chorabika ze starostwa powiatowego w Myśliborzu, gminy nie mają pomysłu, gdzie lokalizować takie fermy. Czekają, aż miejsce wskaże im inwestor. Wtedy pojawiają się konflikty. - Ci, którzy dostają pozwolenie na uruchomienie fermy, nie zawsze przestrzegają przepisów dotyczących odpadów czy nawożenia- mówił Stanisław Chorabik.

W spotkaniu nie uczestniczyli ani starosta, ani burmistrz Myśliborza. Zabrakło na nim również przeciwników budowy ferm.

* * *

W Polsce zaczęto hodować lisy i norki w 1927 r. Rozwój produkcji skór nastąpił po wojnie i utrzymał się do lat 80. W kolejnym dziesięcioleciu padło wiele drobnych ferm, które były źle zorganizowane i wyposażone. Obecnie Polska zajmuje czwarte miejsce w Europie wśród krajów, gdzie hoduje się norki.

Jest też na trzecim miejscu w hodowli lisów. W całym kraju działa dziś ponad 1100 ferm zwierząt futerkowych. Przewiduje się, że w roku 2004 w Polsce wyhodujemy blisko milion norek i 250 tys. lisów.

(za Polskim Związkiem Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych)


POWIĄZANE

Eksport polskiej wieprzowiny w pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku był wy...

Rolnicy ze stref objętych ograniczeniami z powodu wystąpienia afrykańskiego pomo...

Ministrów rolnictwa, środowiska, a także gospodarki z czasów rządów PO-PSL przes...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę