Azoty_Kedzierzyn_4_04_16

JĘZYKOWE POTYCZKI – JAK MÓWIMY…

3 lutego 2008
Niestety, bardzo niechlujnie i często bez rozumienia tego, co mówimy. Częściowo, jak sądzę, wynika to z tempa życia, z ciągłego pośpiechu. Myślimy i mówimy skrótami, pędzimy byle dalej, byle szybciej, byle więcej! Z trybun sejmowych, z rozmów telewizyjnych płyną słowa kalekie, naznaczone regionalizmami, a co gorsza również potworki przeniesione do języka polskiego ze źle rozumianej angielszczyzny. Ale to przecież takie "trendy", no bo niby dlaczego mamy mówić jak dawniej, zwyczajnie "muzyka ludowa", skoro można tak mądrze "muzyka folkowa". A tego typu przykłady można by długo mnożyć, tylko po co!?

Słyszymy wokół: panie miniszcze zamiast panie ministrze, burmiszcz zamiast burmistrz, szczym (przepraszam!) zamiast z czym, szczego zamiast z czego, szczęstochowy zamiast z Częstochowy, ździerać zamiast zdzierać, źcicha zamiast z cicha, ździeckiem zamiast z dzieckiem. Bywa też coś takiego, jak sierotki zamiast środki i sytuacje ekstermalne zamiast ekstremalnych. Żeby już o labolatorium zamiast laboratorium (spotkałam to, między innym, również w telewizyjnej reklamie jakiegoś kosmetyku), czy perelinie zamiast peleryny nie wspomnieć.
A co wyprawiamy z niektórymi liczebnikami... gdzie zamiast dwadzieścia słyszymy dwajścia, zamiast sześćset - szejset, a nawet pięsiąt co według niektórych ma oznaczać pięćdziesiąt. Zupełnie też nie radzimy sobie z numeracją dni miesiąca; słyszymy więc na przykład: "w dniu dwudziestego drugiego października", a ja wtedy zastanawiam się, ile jest tych październików następujących po sobie, skoro trzeba je było ponumerować. Przecież aż się prosi, by powiedzieć: "w dniu dwudziestym drugim października", jest to bowiem dwudziesty drugi dzień miesiąca zwanego październikiem, a nie dwudziesty drugi październik. Można też, używając nieco innej konstrukcji, powiedzieć "dnia dwudziestego drugiego października", co oznacza, że rzecz miała się dwudziestego drugiego dnia tego miesiąca. To takie proste, wystarczy tylko trochę wsłuchać się w sens tego, co mówimy.
A oto inne kwiatki z podobnej łączki. Słyszę na przykład: "akwarium z dwoma rybkami", "między dwoma jednostkami wojskowymi" i to nie byle gdzie i od nie byle kogo, bo od prezentera telewizyjnego. A przecież zarówno rybki, jak i jednostki są rodzaju żeńskiego, w związku z czym w akwarium pływały dwie rybki, co oznacza, że akwarium było z dwiema rybkami, tak samo jak to coś co toczyło się między jednostkami wojskowymi, toczyło się między dwiema jednostkami. Skoro już mówimy o konstrukcji zdań, to urzekają mnie takie, jak: "Pałac otaczał park" (co to był za pałac, który mógł otoczyć park) albo: "Schodząc z przełęczy na horyzoncie ukazały się Tatry". W tym przypadku dziennikarka (niestety tak!) pisząca o swej uroczej wyprawie w góry, chciała pewnie powiedzieć, że kiedy schodziła z przełęczy na horyzoncie zobaczyła Tatry, ale jakoś jej nie wyszło. Niestety, tak zbudowane zdanie nie należy do rzadkości; słyszę więc: "przechodząc koło schodków siedział na nich Jacek", co ma oznaczać, że kiedy informator przechodził koło schodków, widział siedzącego na nich Jacka. I tak dalej, i tak dalej. Jeśli do tego wszystkiego autorami takich kwiatków są dziennikarze, którzy powinni tworzyć dobre językowe wzorce, to już tylko usiąść i płakać! I tak w "Panoramie" (TVP2) z 21 grudnia słyszymy: "Lew Rywin wysiadł z samochodu, a właściwie został wyprowadzony przez policjantów w kajdankach" (czyżby nie chcieli żeby mu było przykro i też się zakuli?), lub również w programie telewizyjnym pada tekst "jak to drzewniej bywało przed wojną". W jednym zaś z odcinków "Złotopolskich" bohaterka martwi się "co ubierze na koncert", zaś w innym, tym razem magazynie młodzieżowym, słyszymy: "ubierz płaszcz bo będzie zimno". W co niby ten biedny delikwent ma ubrać ów płaszcz? Przecież my zakładamy płaszcz, lub też ubieramy się w płaszcz, a nie ubieramy go; przecież to nie choinka! Nie mówiąc już o słyszanym przeze mnie, w tejże telewizji "ówczesnym czasie". Natomiast w znaczącym organie prasowym, pod zamieszczoną ilustracją czytamy: "Na murach szkoły ludzie piszą też hasła oskarżające o śmierć dzieci Putina, jego współpracowników". Przykładów zresztą jest aż nadto. Cóż więc mamy o tym myśleć? Że dziennikarze czy scenarzyści są niedouczeni? Albo może też tak się spieszą, że nie mają czasu na chwilę namysłu nad tym, co wychodzi spod ich palców. A może po prostu mają to wszystko w nosie i nic im nie zgrzyta, kiedy budują tak pokręcone zdania lub kiedy coś takiego jak dobra dykcja znają tylko ze słyszenia. Tak więc dziennikarze kaleczą ten nasz piękny język, wszelkiej maści politycy nie pozostają za nimi w tyle, a "lud" słucha i powtarza, boć to przecież wzorce! Byłabym niesprawiedliwa twierdząc, że dotyczy to wszystkich, są bowiem chlubne wyjątki wśród ludzi "publicznych". Osoby te posługują się piękną, klarowną polszczyzną, ale, niestety, to tylko wyjątki!

POWIĄZANE

Trzydziesta rocznica otwarcia White Hell, czyli najbardziej ekstremalnego ośrodk...

Indyk jako jeden z nielicznych gatunków zwierząt został udomowiony przez rdzenny...

Prezydent Boliwii Evo Morales uczestniczył w niedzielę w rytualnych, prowadzonyc...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę