Azoty_Kedzierzyn_4_04_16

Hodowca ze Szczyrku stanął przed sądem za zagłodzenie niemal 60 owiec

19 października 2016
Hodowca ze Szczyrku stanął przed sądem za zagłodzenie niemal 60 owiec
PAP / Radek Pietruszka

Za znęcanie się nad stadem owiec i zagłodzenie ponad 50 z nich stanął w środę przed bielskim sadem rejonowym hodowca ze Szczyrku Robert J. Grozi mu kara do dwóch lat więzienia. Mężczyzna przyznał się do winy.

W ub.r. oskarżony zorganizował akcję, której celem była rozbudowa jego stada liczącego 22 owce. Chciał w ten sposób ożywić tradycję pasterską Szczyrku. Miał nadzieję, że uda mu się rozszerzyć stado do ponad 100 sztuk. Proponował ludziom, aby kupili i przekazali mu owce. Jedna kosztuje ok. 350 zł. W zamian każdy z nich miał otrzymać wyroby z mleka owczego wartości 500 zł. Akcja została nagłośniona przez media. Zgłosiło się kilkudziesięciu chętnych.

10 grudnia ub.r. bacówkę skontrolowali wolontariusze z towarzystwa chroniącego prawa zwierząt SOS Animals. Znaleźli mnóstwo martwych lub wynędzniałych i chorych zwierząt. Powiadomili inspekcję weterynaryjną z Bielska-Białej. Zdaniem prokuratury oskarżony jesienią nie dbał o zwierzęta. Nieregularnie podawał im paszę, przez co większość padła z głodu. Nie zapewniał stałego i swobodnego dostępu do wody. Nie leczył zwierząt. Nie zabezpieczył także odpowiednich warunków bytowania.

Świadek Izabela Handwerker z inspekcji weterynaryjnej mówiła w sądzie, że zszokował ją widok, jaki zobaczyła w Szczyrku. „Widziałam padłe owce. Inne były w stanie agonalnym. (…) Pod płachtą za szopą leżały padłe owce w różnym stadium rozkładu. (…) Widać było, że zwierzęta nie były karmione, pozostawały bez opieki i leczenia. Owce miały wyraźne braki wełny, co wskazuje, że z głodu wzajemnie się objadały” – relacjonowała.

Handwerker zaznaczyła, że inspektorzy, w tym ona sama, wizytowali stado wcześniej. Wówczas nie mieli zastrzeżeń. Z jej słów wynika, że do czasu, gdy owce pasły się na beskidzkiej hali wszystko było w porządku. „Wygląda na to, że problemy rozpoczęły się, gdy przestano wypasać owce i trzeba było dostarczać paszę osobiście” – powiedziała.

Po ujawnieniu sprawy przez wolontariuszy Robert J. tłumaczył, że wszystko go przerosło. Latem brakowało wody. Z powodu suszy musieli ją dowozić strażacy. Jesienią owce zaczęły chorować. Próbował temu zaradzić, ale nie wiedział jak. Skala była tak ogromna. Mężczyzna był tak przerażony, iż nie zgłosił nigdzie faktu, że zwierzęta masowo padały. W środę odmawiał wypowiedzi.

Oskarżony zaproponował przed sądem, że dobrowolnie podda się karze. Jak mówił, zgodzi się na każdy wyrok pod warunkiem, że nie trafi za kraty. Przeciwni byli oskarżyciele posiłkowi z organizacji chroniących prawa zwierząt, którzy zarzucają mu m.in. działanie z premedytacją. „(…) Zamordował ponad połowę stada. Działał w pełni świadomie. Ukrywał padłe sztuki, (…) starał się zataić przestępstwo” – mówił Dominik Nawa z Fundacji Przystań Ocalenie, która przejęła zwierzęta. Sąd przychylił się do opinii oskarżycieli.

(PAP)


POWIĄZANE

Prezydent Andrzej Duda podpisał znowelizowaną ustawę o ARiMR, która zakłada, że ...

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o jakości handlowej artykułów...

Handel zagraniczny i promocja polskich produktów spożywczych w kraju i za granic...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę