Cukier smakuje gorzko

4 czerwca 2004

- Nikogo już nie ma – mówi Anna Pacholczyk – członkini związku plantatorów buraków cukrowych, sekretarz gminy Gniezno – Wywożą z zakładu maszyny, demontują wszystko po kolei. Tu już na pewno nikt nie będzie produkował cukru.

 

Gnieźnieńska cukrownia, podobnie jak trzy inne z piętnastu w Polsce, w których większościowe udziały ma niemiecki koncern Pfiefer und Langen już nie produkuje cukru. Możliwe, że niebawem produkcja stanie w kolejnej. Wiele wskazuje na to, że likwidacje poszczególnych zakładów zbiegną się z końcem obowiązywania pakietu socjalnego, przyjętego przez Niemców w trakcie prywatyzacji. W niektórych przypadkach może to nastąpić wcześniej.

 

Jeszcze udział, jeszcze osoba  

- Nie przewidujemy wznowienia produkcji w Gnieźnie. Nie ma jej od dwóch kampanii – mówi Janusz Pierun – przedstawiciel Pfieper und Langen  w Poznaniu – Przygotowujemy koncepcję przekształceń. Będzie gotowa za kilka tygodni. Na razie w Gnieźnie wykorzystujemy pakownię, zatrudniającą 40 osób i nie przewidujemy jej likwidacji.

Czy „na razie” oznacza kilka tygodni do czasu opracowania koncepcji przekształceń obejmujących wszystkie cukrownie P und L czy dłuższy okres – trudno rozstrzygnąć.

 

W podobnej sytuacji jak gnieźnieńska są cukrownie w Kościanie, Witaszycach i Głogowie. Ważą się losy zakładu w Zdunach. Nie wiadomo czy miniona kampania nie była tam ostatnią.

 

- Nie potrafię odpowiedzieć – mówi Józef Otworowski – dyrektor cukrowni w Zdunach – O losie zakładu zdecyduje większościowy udziałowiec - Pfiefer und Langen.

 

A ten pozycję ma coraz silniejszą. Zwiększa liczbę swoich udziałów odkupując je od pracowników.  Barbary Kupidury  z Wielkopolskiej Izby Rolniczej to nie dziwi. W Gnieźnie P und L powiększył swoje udziały o akcje z tzw. pakietów plantatorskich – zanim jeszcze można je było sprzedać – Spółka skupowała akcje od rolników za pośrednictwem wynajętej firmy – twierdzi Kupidura – Kupowali cały pakiet za 100 – 150 zł, choć jego nominalna wartość wynosiła 400. Nie wiadomo skąd wiedzieli kto we wsi ma buraki, ale trafiali do tych gospodarstw bezbłędnie – jak według listy. Kiedy dzwoniliśmy na policję – zbywano nas.

 

Choć rolnicy płacili później podatek od wzbogacenia według nominalnej wartości udziałów – 400 zł, dla niektórych 150 zł za pakiet w żywej gotówce natychmiast było propozycją nie do pogardzenia. Podobnie jak odprawy dla pracowników. Zgodnie z umową prywatyzacyjną do końca września bieżącego roku Pfieper und Langen miał utrzymać zatrudnienie. Jednak z 400 osób zatrudnionych w chwili prywatyzacji zostało 40. Najwięcej odeszło na przełomie lat 2001/2002.

 

- Niektórym to było na rękę – mówi Anna Pacholczyk – Zwłaszcza, że na początku Pfieper und Langen oferował odchodzącym ogromne odprawy. Kiedy proponowano im pracę w Środzie czy Gocławicach wybierali odejście. Ale czy to było do końca dobrowolne? – zastanawia się. Obie miejscowości są oddalone od Gniezna o kilkadziesiąt kilometrów. Dojazd do nich komunikacją publiczną wymaga kilku przesiadek. W praktyce na co dzień jest niemal niemożliwy. Z byłych pracowników cukrowni dziś ma zatrudnienie w Gnieźnie lub oddalonym od niego o 50 kilometrów Poznaniu ma nie więcej niż połowa.

Co się komu opłaca

- Mówią nam, że z sześciu cukrowni z grupy konińsko-kaliskiej produkować będą tylko Gosławice – twierdzi Barbara Kupidura z WIR – Pozostałe już są nieczynne lub właśnie zamykane. Wygląda na to, że kupili je tylko po to, by je zamknąć. 

 

- Podstawowym parametrem efektywności ekonomicznej cukrowni jest długość kampanii – twierdzi Pierun z Pfieper und Langen – Minimum to 100 – 120 dni. Na Zachodzie cukrownie produkują od 140-150 do 200 ton cukru na dobę. Gniezno produkowało 25 ton. Restrukturyzacja jest konieczna, żeby utrzymać się na rynku. Byłoby inaczej, gdybyśmy kupili tylko zakłady duże i w dobrej sytuacji. Ale Ministerstwo proponowało transakcje wiązane – stąd taka sytuacja.

Faktem jest, że m.in. dla poważnie zadłużonej gnieźnieńskiej cukrowni, w okresie, gdy cena cukru była znacznie niższa od faktycznych kosztów produkcji, prywatyzacja była ostatnią deską ratunku. Pracownicy cukrowni w Gnieźnie, by przyspieszyć podpisanie odpowiednich umów proklamowali nawet strajk. – Pan Pierun przekonywał, że zanim restrukturyzacja się dokona, a ludzie stracą pracę minie jakieś 10 lat – mówi Mirosław Chmielarczyk  - przewodniczący związków zawodowych w cukrowni w Zdunach – Poszło szybciej niż sądziliśmy. Choć z ekonomicznego punktu widzenia to jest uzasadnione. Poprzednia kampania trwała 11 dni. Nasz zakład udawał, że pracuje, inwestor udawał, że wywiązuje się z zapisu umowy. Podobnie było w Zbiersku.

Sprzedali i zapomnieli

Pracownicy cukrowni w Zdunach mieli gwarancje zachowania produkcji do 2006 roku. Ten termin jednak przestał być dla inwestora wiążący – Tak było dokąd każda z cukrowni była osobną spółką. Od konsolidacji z Gnieznem, która nastąpiła 27 kwietnia przestał obowiązywać.  – mówi Chmielarczyk

 

- Bardzo poważnie traktujemy pracowników, proponujemy program dobrowolnych odejść, choć nie musielibyśmy – twierdzi Pierun.

 

 Rzecz w tym, że program dobrowolnych odejść dobrowolnie wprowadzony koncern Pfiefer und Langen oferuje mniej, niż dawałby pakiet socjalny. Ten mógł zostać zachowany tylko w jeden sposób – na skutek protestu Skarbu Państwa – także udziałowca cukrowni – przeciwko jej likwidacji. Nic takiego nie nastąpiło. – Rząd zapomniał o nas, gdy otrzymał pieniądze za udziały -  twierdzi Chmielarczyk.

 

Zarówno Chmielarczyk, jak i Janusz Tokarczyk – były przewodniczący związków zawodowych w kościańskiej cukrowni, wciąż w niej zatrudniony, rozumieją, że ekonomia ma swoje prawa. – Było wiadomo, że w Polsce jest za dużo cukrowni i część z nich trzeba będzie zamknąć, bo wszystkie się na rynku nie zmieszczą. Wynegocjowaliśmy co się dało – 12-miesięczne odprawy. Ale pozostał żal. Wiele osób pracowało tu po 30 lat.   

 

- Szkoda, że państwo biorąc pieniądze za prywatyzację umywa ręce jeśli chodzi o problemy społeczne. – wzdycha Chmielarczyk.

 

Obecnie zasadniczym kapitałem cukrowni bez produkcji są nieruchomości oraz kwoty cukrowe.

 

Winny czy głupi?

Kwoty cukrowe są przypisane do cukrowni, a nie podobnie jak np. mleczne do producentów surowca czyli rolników. Choć i takie propozycje były – lobby rolnicze przegrało w Sejmie z cukrowniczym. Posłowie przegłosowali także możliwość przenoszenia kwot pomiędzy poszczególnymi zakładami. - Pfieper und Langen skupuje zakłady nie mające przed sobą przyszłości, by przenosić ich limity do innych. Potem już można je zamknąć. Byłoby inaczej, gdyby ustawodawca tego zabronił. Ale cóż... – mówi Tokarczyk.

 

Chmielarczyk przewiduje, że Pfieper und Langen będzie chciał wytworzyć cały limit cukru grupy konińsko-kaliskiej w cukrowni Gocławicach. Kiedy się to nie uda – zapewne przeniesie część produkcji do innych swoich zakładów. Jak zapewnia Pierun – także na terenie Wielkopolski.  Dla pracowników upadających cukrowni to marna pociecha – dla plantatorów owszem. – Na razie wszyscy zasiali buraki jak zwykle – mówi Pacholczyk – Będą musieli wozić je dalej. Pewnie będą i tacy, którym to się nie opłaci, ale dla części to zawsze jakieś rozwiązanie. Gorzej, że w Gnieźnie cały czas bezrobocie wynosi 23 proc., a gmina nie ma żadnego wpływu na to co się dzieje.

Zdaniem Marka Śniadeckiego – byłego pracownika cukrowni w Gnieźnie byłoby zupełnie inaczej, gdyby kwoty, podobnie jak w większości krajów Unii Europejskiej były przypisane do plantatorów, nie do zakładów. – Wtedy społeczność lokalna miałaby wpływ na sposób restrukturyzacji cukrowni. Teraz nic od plantatorów nie zależy.

Niesłodko w cukrowniach

Problemy jakie nękają cukrownie koncernu Pfieper und Langen nie są wyjątkowe. Od lat spada systematycznie spożycie cukru. Znacznie mniej zużywa go przemysł przetwórczy –  z rynku zniknęły niemal całkiem np. kompoty, inne wyroby są produkowane z niższą zawartością cukru, swoją rolę odgrywa też odbywająca się w coraz większej części poza Polską produkcja słodyczy. Taniego cukru na świecie jest pod dostatkiem. Coraz ostrzejsza konkurencja wymusza postęp technologiczny. To oznacza likwidację kolejnych zakładów. – Zmieniły się i technologie, i burak – mówi Chmielarczyk – 10 lat temu, by wyprodukować 20 tys. ton cukru musieliśmy pracować kwartał. 3 lata temu 30 tys. ton robiliśmy w dwa miesiące. Struktura przemysłu jest przestarzała, a obniżanie kosztów – logiczne.

 

Problemy nie omijają też spółki Polski Cukier. Cukrownia w Żninie znajduje się na granicy upadku, powtarzają się protesty załogi. – Jeśli państwo nie dokapitalizuje cukrowni też będą zamykać- przewiduje Marek Śniadecki.

To jednak może okazać się lekarstwem tylko na krótko. Moce przerobowe, zmodernizowanych dużym kosztem zakładów będą i tak znacznie przekraczały przysługujące Polsce limity. Ktoś będzie więc musiał wypaść z rynku.  Rzecz w tym, by znaleźć spójną koncepcję na restrukturyzację branży, która pozwoliłaby znaleźć nowe miejsce na rynku i zwalnianym pracownikom cukrowni, i związanym. z nimi plantatorom. Na to jednak wciąż brakuje dobrego pomysłu.


POWIĄZANE

Pierwsza transza wypłaty za skup jabłek przez firmę Eskimos wczoraj została prze...

Wypłaty pomocy suszowej wstrzymane do stycznia br., ze wglądu na wyczerpanie się...

5. grudnia obchodzimy Światowy Dzień Gleby. "To ważna inicjatywa, która ma zwróc...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę