
Już od marca ma ruszyć sztandarowy projekt resortu rolnictwa "aktywny rolnik". Nie jest tajemnicą, że większość środowiska rolniczego była i pozostaje przeciwna projektowi „Aktywny Rolnik”. Sprzeciw ten nie wynika z niechęci do porządkowania systemu dopłat, lecz z przekonania, że państwo po raz kolejny zajmuje się problemem drugorzędnym, ignorując kwestie kluczowe dla przetrwania tysięcy gospodarstw.
NSZZ RI Solidarność mówiła wprost: „aktywny rolnik nikomu nie jest potrzebny”. I trudno się z tą oceną nie zgodzić, gdy spojrzy się na realne wyzwania, przed którymi stoi dziś polskie rolnictwo.
Minister zajęty definicją, gdy gospodarstwa walczą o przetrwanie
Zamiast:
Resort rolnictwa – pod kierownictwem Stefana Krajewskiego– koncentruje się na administracyjnym definiowaniu „aktywności”, która nie zwiększa ani produkcji, ani konkurencyjności, ani bezpieczeństwa żywnościowego kraju.
To nie jest strategia. To jest ucieczka w regulację.
Polska importerem żywności, zamiast jej producentem
Skala zaniedbań jest widoczna w statystykach:
Polska importuje rocznie ponad 200 tys. ton pomidorów,
Najwięcej sprowadzamy z Holandii – kraju, który posiada nieco ponad 50 tys. gospodarstw rolnych, podczas gdy w Polsce jest ich ok. 1,3 mln.
Dlaczego więc polskie gospodarstwa nie potrafią konkurować?
Bo:
Doradztwo rolnicze – systemowa porażka
Trudno mówić o modernizacji rolnictwa, gdy:
Rolnicy pytają wprost: kto dziś realnie pomaga im się przebranżowić, inwestować, konkurować z importem? Odpowiedź jest bolesna – praktycznie nikt.
„Aktywny rolnik” to cofanie się, nie krok naprzód
W tym kontekście program „Aktywny Rolnik” nie jawi się jako reforma przyszłości, lecz jako:
To nie jest plan na przyszłość polskiego rolnictwa.
To jest zajmowanie się procedurą, gdy płonie dom.
autor: Marek Kozak ppr.pl