
Narasta bunt na wsi. Minister Krajewski ma coraz większy problem z rolnikami – i to problem, którego nie da się już zagłuszyć konferencją prasową ani kolejnym komunikatem resortu. Protesty, które miały być „incydentem”, przeradzają się w realny, oddolny sprzeciw wobec polityki rządu i sposobu traktowania środowiska rolniczego.
Rolnicy z Mazowsza przyjechali dziś na Podlasie, by zamanifestować swoje niezadowolenie z działań ministra oraz stanąć w obronie swojego kolegi – Marcina, który po wydarzeniach z 9 stycznia stał się symbolem narastającego konfliktu władzy z polską wsią.
„Minister robi z siebie męczennika. Prawdziwym męczennikiem jest rolnik”
Jak podkreślają protestujący, wylanie gnojówki pod domem ministra – choć dla samego zainteresowanego było niewygodne i medialnie nośne – jest skutkiem głębokiej polaryzacji społecznej i całkowitego ignorowania głosu rolników przez władzę.
– Minister dziś kreuje się na męczennika. A prawdziwym męczennikiem jest nasz kolega Marcin – mówią rolnicy. – W domu czeka na niego żona i trójka dzieci. On zrobił to w imieniu nas wszystkich. I my go nie zostawimy.
Rolnicy domagają się uwolnienia Marcina i doprowadzenia do jego zwolnienia, wskazując, że odpowiedzialność za eskalację napięć ponosi polityka resortu rolnictwa, a nie pojedynczy protestujący.
Protest pod biurem dziś, pod domem jutro
Dzisiejsza demonstracja odbywa się pod biurem ministra Stefana Grajewskiego, ale – jak zapowiadają organizatorzy – to dopiero początek.
– Dzisiaj jesteśmy pod biurem. Wkrótce będziemy pod domem – zapowiadają wprost.
To jasny sygnał, że frustracja na wsi sięga granic, a cierpliwość rolników została wyczerpana. Politycy mogą próbować marginalizować protesty, straszyć „radykalizacją” czy „nieakceptowalnymi formami sprzeciwu”, ale fakt pozostaje faktem: wieś przestaje wierzyć w dialog z tą władzą.
Wieś mówi „dość”
Coraz więcej środowisk rolniczych otwarcie mówi o tym, że minister rolnictwa utracił zaufanie wsi. Brak realnych rozwiązań, presja regulacyjna, Zielony Ład, import i obojętność Brukseli – to wszystko dziś kumuluje się w jednym punkcie zapalnym.
Sprawa Marcina nie jest wyjątkiem. Jest symbolem.
A symbole – jak pokazuje historia polskiej wsi – potrafią rozpalić protest, którego nie da się już zatrzymać.
oprac, e-red, ppr.pl