CTR_80917

Zakaz handlu w niedziele. Po co nam taki kram?

16 października 2017
Zakaz handlu w niedziele. Po co nam taki kram?

Polacy są już tak skonstruowani, że często próbują się drapać tam, gdzie ich w ogóle nie swędzi. Po jakimś czasie okazuje się jednak, iż rzeczywiście swędzi ich w tym miejscu tak bardzo, że grozi to zakażeniem całego organizmu.

Przykładem na potwierdzenie tej tezy jest zgłoszony w październiku ub. roku obywatelski projekt ustawy o zakazie handlu w niedziele. Przymiotnik "obywatelski" pochodzi zapewne stąd, że zgłosili go obywatele, którzy doszli do wniosku, iż potrafią się obywać bez tego, co kupują dotąd akurat w siódmym dniu tygodnia, który to dzień, ich zdaniem, powinno się poświęcać Bogu i rodzinie. Potem doszła do tego rzekoma troska o tych, którzy akurat w tym dniu muszą pracować, zasmucając tym nie tylko Boga, ale i, zapewne w mniejszym już stopniu, rodzinę.

Polacy, przed którymi dopiero od niedawna odkryły się pokusy bogatego w towary rynku, rzeczywiście odwiedzają w niedziele sklepy, zwłaszcza te największe, w których, nawet jeśli nic nie kupują, doświadczają swoistej satysfakcji po latach, kiedy oprócz mizerii na półkach w sklepie mogli liczyć jeszcze tylko na opryskliwą obsługę. Teraz jest to już zupełnie inny świat, w którym przyjemnie jest choćby tylko pooddychać.

Nic dziwnego więc, że "obywatelski" projekt ustawy o zakazie handlu w niedziele spotkał się z powszechnym i zdecydowanym sprzeciwem. Protestowały nie tylko placówki handlowe, ale i szeregowi konsumenci, którzy wprowadzenie w życie takiej ustawy odbierali jako pogorszenie jakości ich życia.

Aliści w obronie rzekomych interesów Pana Boga stanął Kościół, potem przyklejający się do niego rząd, wreszcie w szranki o dobro pracowników handlu stanęły coraz mniej już liczące się związki zawodowe, w tym zwłaszcza NSZZ "Solidarność". Jednym z ich argumentów było między innymi to, że w tzw. starych, czyli bogatych krajach UE, gdzie rynek jest już od lat nasycony, ograniczenia handlu w niedziele są powszechną praktyką, z kolei zwolennicy handlu w te dni podawali przykład tak samo ubogich jak Polska Węgier, gdzie po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele szybko się z tego pomysłu wycofano.

W rezultacie po wielu utarczkach twórcy projektu ustawy proponują obecnie by, począwszy od 1 stycznia 2018 roku, wolno było handlować tylko w drugą i czwartą niedzielę miesiąca, jeśli zatem będzie ich w miesiącu 5, to przez 3 niedziele sklepy pozostaną nieczynne. I taka jest ostatnia propozycja, którą będzie teraz rozpatrywał Sejm.

Twórcy projektu ustawy stanęli przed trudnym zadaniem, bo, jak się okazało, trzeba było uwzględnić liczne wyjątki. Np. takie jak zwiększony popyt na towary w okresie przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą, niedzielną pracę stacji paliw płynnych i kwiaciarni, jak usługi aptek i punktów aptecznych, jak tradycyjną w niedziele sprzedaż upominków pamiątek i dewocjonalii, a także zastanowić się jak potraktować coraz modniejszą sprzedaż internetową. Kolejny problem to niedzielna sprzedaż na dworcach kolejowych, autobusowych i lotniczych czy np. taki fakt, że jeśli w swoim sklepie sprzedaje towary jego właściciel, to przecież nikogo innego już on w tej pracy nie wykorzystuje. No więc, zgodzono się, że skoro jest już taki pracowity, to niech sprzedaje. Dowodem wnikliwości twórców projektu ustawy jest też ich pochylenie się nad niedzielną pracą hurtowni farmaceutycznych i zakładów leczniczych dla zwierząt.

W czasie plenarnych obrad Sejmu posłowie zgłoszą zapewne dodatkowo wiele jeszcze innych propozycji do projektu ustawy, który nijak nie odniósł się np. do handlu towarami, które nie sprzedane w porę bardzo szybko tracą swoje najcenniejsze walory. Pominęli trudności, przed jakimi staną np. hurtownie owoców, warzyw i kwiatów.

Już w ubiegłym roku (25 października 2016) kierownictwo Warszawskiego Rolno-Spożywczego Rynku Hurtowego w Broniszach pytało ministra rolnictwa i rozwoju wsi, Krzysztofa Jurgiela czy Rynki Hurtowe będą mogły być w niedziele otwarte oraz czy rolnicy i dystrybutorzy świeżych owoców, warzyw i kwiatów będą mogli w te dni sprzedawać swoje produkty, bo jeśli nie, to taki zakaz spowoduje trudne do oszacowania straty. Zarówno u producentów jak i na rynkach hurtowych, których akcjonariusze stracą około 20 proc. wpływów ze sprzedaży biletów wjazdu i obniżenia opłat wynajmu swoich powierzchni producentom. Jak przy tym rozumieć zakaz sprzedaży od godz. 6.oo w niedziele do 6.oo w poniedziałek wraz z zakazem "wykonywania w tym czasie innych służących sprzedaży czynności"? Przecież utrudni to zaopatrywanie się w te produkty zwłaszcza małych sklepów, które z usług rynków hurtowych korzystają.

Rynek w Broniszach to jeden, inna rzecz, że akurat największy "grzesznik" tak "haniebnie" wykorzystujący obecnie ten "święty dzień". W okresie największej podaży odwiedza go w niedziele około 3 tys. rolników i zaopatruje się tutaj 2,5-2,8 tys. sklepów, rocznie sprzedaje się tu 1,2 mln ton produktów. Kartę Stałego Klienta tego rynku ma 13 tys. podmiotów gospodarczych.

W mniejszej skali, ale dotkliwsze straty mogą wskutek zakazu handlu w niedziele ponieść inne, mniej korzystnie położone rynki hurtowe. Bronisze znajdują się akurat prawie w centrum regionu, w którym produkcja owoców i warzyw jest największa w kraju, znacznie więcej kłopotów z zaopatrzeniem i zbytem tych produktów mogą mieć natomiast hurtownie np. na Dolnym Śląsku, do których owoce i warzywa sprowadza się z Mazowsza, Małopolski czy z dalekiej Lubelszczyzny. Tu straty spowodowane zakazem pracy w niedziele zostaną spotęgowane dodatkowymi perturbacjami w transporcie.

Wicepremier Mateusz Morawiecki uważa, że wprowadzenie zakazu handlu w niedziele nie będzie miało większego znaczenia, bo będzie to zmiana bardziej społeczna niż gospodarcza i straty w gospodarce będą się mieścić w przedziale od zera do minus 0,3 (proc.?). Straty poniosą również ci, którzy spróbują ominąć ten zakaz. Zapłacą oni od 1 tys. do ... 100 tys. zł kary, której wysokość zależna będzie od wielkości obrotów i uporczywości w przekraczaniu zakazu, czyli tzw. recydywy.

Przez częściowe osłabienie (do 2-3 niedziel w miesiącu) zakazu handlu "trudne do oszacowania" straty będą prawdopodobnie mniejsze o połowę, rzecz w tym, że mogłoby ich nie być w ogóle! Mogę się założyć, że Pan Bóg za ten chaos nas nie pochwali, natomiast polski lud może taki rząd i taki Sejm nawet obalić! W istocie po co nam ten cały kram? Z liberalnego punktu widzenia każdy człowiek ma prawo być głupi, ale nie powinien tego prawa nadużywać.

 

Edmund Szot


POWIĄZANE

23 listopada 2017 r. zostało podpisane porozumienie dotyczące powstania konsorcj...

PO zaapelowała w czwartek do premier Beaty Szydło o dymisję ministra rolnictwa K...

Resort rolnictwa pracuje nad zmianą przepisów dotyczących produkcji przez rolnik...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę