aaaaaaaaaaaJOHN_DEERE1
aaaaaaaaKongres Mięsny

Nieprawdopodobne zniszczenia pól przez dziki

19 listopada 2011


Łąki w Zagórczu w powiecie włoszczowskim są tak poryte przez dziki, że wyglądają, jakby były zaorane pługiem. Takich zniszczeń miejscowi jeszcze nie widzieli. Ludzie boją się plagi dzików. Winią za wszystko myśliwych. Pisali już do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Od dawna mówiło się, że największy problem z dzikami jest w obwodzie numer 118 (okolice Bebelna, Krzepina - na pograniczu gmin Włoszczowa i Secemin). To obwód łowiecki leśny zarządzany przez koło łowieckie Wiara Myśliwska z Sosnowca. Stąd zawsze pochodziło najwięcej interwencji od mieszkańców.

SKOPANE HEKTARY

Już kilkakrotnie pisaliśmy o szkodach wyrządzanych przez dziki w uprawach kukurydzy i ziemniaków. Ale to, co zobaczyliśmy w tym tygodniu w Zagórczu za Krzepinem, bije wszystkie wcześniejsze przypadki na głowę. Tak skopanych łąk jeszcze tutaj nie było. Niektóre wyglądają tak, jakby były zaorane kultywatorem bądź pługiem. Rolnicy mówią, że kwalifikują się tylko do zaorania i posadzenia trawy od nowa. Problem dotyczy co najmniej 10 hektarów użytków zielonych w samym Zagórczu, nie licząc sąsiednich terenów Krzepina, Wałkonowów Dolnych i Zakrzowa. Poszkodowanych jest co najmniej 10 właścicieli łąk.

Pierwsze oznaki obecności dzików na łąkach w okolicach Zagórcza zaobserwowano latem po drugich sianokosach. Ludzie zaczęli zgłaszać ten fakt do sołtyski Krzepina Edyty Turczyn, która jest synową zastępcy łowczego koła Wiara Myśliwska. – Powiedziała, że trzeba zgłosić do jej teścia szkody, które będą szacowane na wiosnę przyszłego roku. Mamy czekać z założonymi rękami, aż dziki skopią nam wszystko? Co my damy krowom do zjedzenia, jak dziki zryją nam całą trawę? Gazety? – pyta Anna Malinowska.

GROMY NA KOŁO ŁOWIECKIE

Rolnicy narzekają przede wszystkim na koło łowieckie i myśliwych, których – jak twierdzą poszkodowani ludzie – problem nie obchodzi.
– Robią sobie z nas żarty, zamiast spotkać się i zaradzić tej sytuacji – uważa Marek Gładysław. – Myśliwi opowiadają, że nie mają pieniędzy na wypłatę wszystkich odszkodowań i gdyby to zrobili, to ich koło by upadło. Tłumaczą się, że nie robią tylu odstrzałów, bo nie mają później co z mięsem robić. A ponadto dziki stanowią własność Skarbu Państwa – opowiada gospodarz.

Mieszkańcy uważają, że szkód o takim rozmiarze by nie było, gdyby myśliwi przeprowadzali częstsze odstrzały dzika. – Psa haskiego to umieli zastrzelić w rowie – przypominają. Opowiadają o spalonej 2 lata temu ambonie myśliwskiej, która prawdopodobnie teraz się mści. – Jeden myśliwy zarzucał mi, że jak spaliliśmy im ambonę, to teraz sami musimy pilnować sobie dzików. A przecież nikt nikogo za rękę nie złapał. Śledztwo zostało umorzone. Nie jestem zwolennikiem podpalania ambon – mówi Aleksander Żesławski, były sołtys Krzepina. – Nie chcą w ogóle z nami rozmawiać. Miejscowy myśliwy powiedział nawet z ironią, że dobrze, że dziki tylko kopią, a nie gryzą…

PLAGA DZIKÓW. MYŚLIWI ŚPIĄ?

Ludzie twierdzą, że dzików jest bardzo dużo. Zdecydowanie za dużo. – W stadzie chodzi nawet po 40-50 sztuk. Raz w nocy widziałem cztery maciory z młodymi. Jechałem akurat w nocy, gdy przeleciały mi przez drogę. Te mniejsze miały po 60-70 kilo – wspomina Stefan Stępniak.

– Niedługo to będzie Australia w Krzepinie. Dziki będą nam wchodzić do domów – śmieje się Jan Malinowski. – Chodzą po łąkach nocą, psy szczekają, nie da się spać. Niedługo wejdą nam na podwórka. W zeszłym roku obkopały już słup oświetleniowy naprzeciwko domu, gdzie świeciło się światło. Chodziły nawet między pasącymi się krowami. To nie są żarty. Tu są straszne ilości dzika. Mnożą się na potęgę, jak szczury. Nie boją niczego. Tyle nahodowali i do tego doprowadzili myśliwi. A zwierzyna potrzebuje zjeść, zwłaszcza teraz, gdy zima idzie – twierdzi były sołtys.

Edward Malinowski, przewodniczący Rady Sołeckiej Krzepina, napisał nawet list do Ministerstwa Sprawiedliwości. – Odpisali, że sprawą powinna się zająć gmina. Panie, dawniej to były polowanie. 20 chłopa szło z dubeltówkami. Teraz zamiast polować, hodują zwierzynę, albo wejdą na ambonę i czekają, aż dzik do nich podejdzie. Szkoda słów. Komuno wróć, bo rolnik kuno! – wzdychał rencista. – Jednego razu przyjechałem wcześnie rano na łąkę. W kopce siana spał myśliwy. Mógłbym mu zabrać fuzję i nawet by nie widział. Obudziłem go, a on mi mówi, że się słabo poczuł, bo jest po… przepiciu – śmieje się Stefan Stępniak.


Rolnicy nie tylko z Krzepina, ale i całego powiatu włoszczowskiego od lat twierdzą, że ceny oszacowań szkód wyrządzonych przez dziki są niewspółmierne do poniesionych strat na użytkach zielonych. Narzekają na mozolny proces wypłaty odszkodowań przez koła. – Cóż z tego, że oszacują szkody na wiosnę 2012 roku, jak pieniądze dostaniemy pewnie w 2013 roku. Mnie za zniszczoną kukurydzę zapłacili dopiero na drugi rok. Za ar łąki lub pola zapłacili nam 10 złotych, podczas gdy kilogram trawy kosztuje 12-14 złotych. A na hektar potrzeba około 40 kilo. A gdzie paliwo, robota? – pyta Marek Gładysław.

- To są bogacze, którzy przyjeżdżają tu dla rozrywki. A my jesteśmy biednymi rolnikami, utrzymującymi się ze sprzedaży mleka – przypomina Aleksander Żesławski. – My nie chcemy żadnych odszkodowań od nich, tylko żeby doprowadzili nasze łąki do stanu używalności, żeby je zaorali i posiali trawę. Jeśli tego nie zrobią, to składamy wniosek zbiorowy do sądu o odszkodowanie za wyrządzone szkody! – ostrzega były sołtys Krzepina.

UDANY HUBERTUS

W Krzepinie mieszka Mieczysław Turczyn, wspomniany już wcześniej zastępca łowczego koła Wiara Myśliwska, który jest gospodarzem na tym terenie od 26 lat. To on przyjmuje zgłoszenia od mieszkańców o szkodach łowieckich. – Szkody będę oszacowane na koniec marca. Pieniądze zostaną wypłacone w ciągu 30 dni od spisania końcowego protokołu. Obecnie nasze koło nie zalega z żadnymi wypłatami odszkodowań. W roku 2010/2011 wypłaciliśmy 20 tysięcy złotych z tytułu szkół łowieckich – twierdzi pan Mieczysław.

Chwali się, że w ostatnią sobotę, na święcie myśliwych - Hubertusie, myśliwi ustrzelili cztery dziki o wadze około 120 kilogramów każdy. – To było coś niesamowitego. Hubertus darzy myśliwym – cieszy się jego synowa, sołtyska Krzepina Edyta Turczyn. - Dziki to problem całego kraju. Koło łowieckie nie ma obowiązku rozmawiania z rolnikami. Dodam, ze mało które kolo tak dba o swój obwód łowiecki i wypłatę odszkodowań, jak Wiara Myśliwska – broni synowa swojego teścia.

MYŚLIWY NIE JEST OD PILNOWANIA

Mieczysław Turczyn przypomina spaloną 2 lata temu ambonę. – Jeden z mieszkańców powiedział, że myśliwi nie będą psuć drogi polnej, jadąc po ubitą zwierzynę. Ktoś się widocznie zemścił. Gdyby była ta ambona, problemu by nie było. Zarząd koła wystąpił do rolników, żeby dali drzewo i odbudowali ambonę, to szkód nie będzie – twierdzi gospodarz koła. – Myśliwy jest od polowania, a nie od pilnowania łąk. Niech sobie ogrodzą albo stosują środki zapachowe odstraszające dziki. Jednemu rolnikowi nasze koło dało nawet pastucha elektrycznego, żeby sobie ogrodził łąkę – przypomina zastępcza łowczego.

Mieczysław Turczyn ma jednak świadomość, że dzików jest za dużo w Krzepinie. – Chciałem powiększyć plan roczny odstrzału dzika do 35 sztuk, ale Nadleśnictwo Koniecpol ograniczyło odstrzał do 30, twierdząc, że dzików nie ma więcej jak 60 sztuk, a dodatkowo są to zwierzęta przejściowe – raz są u nas, innym razem w sąsiednim obwodzie. 20 osobników już jest odstrzelonych. Mnie też serce boli, że wyrządziły tyle szkód na łąkach, ale co mam zrobić, przecież ich nie zatrzymam – dodaje myśliwy. Jego zdaniem w okolicznych lasach żyje nie więcej jak 40-50 dzików. – Są lochy i dużo warchlaków – mówi.

Gospodarz koła Wiara Myśliwska opowiada o tym, jak dba przez cały rok o poletko zaporowe zwane "ruminowym gaciskiem”, które znajduje się w lesie, 200-300 metrów od łąk, żeby dziki nie szły na pastwiska. – Dowożę tam ziemniaki, marchew i kukurydzę – twierdzi rencista. Dlaczego zatem dziki wybrały łąki, zamiast poletka z warzywami? – Bo na łąkach są pędraki, przysmak dzików. Po drugiej stronie łąk jest las dębowy. W tym roku jest dużo żołędzi. Dziki to wyczuły i zeszły się z okolic do tej dębiny. Szły przez łąki, gdzie ryły za pędrakami. Okres był sprzyjający dla dzikiej zwierzyny, gdyż był nów, ciemno i gęste mgły. W tym czasie nie można było przeprowadzać odstrzałów – tłumaczy zastępca łowczego koła.



POWIĄZANE

Duńscy rolnicy są zaniepokojeni planami nałożenia podatku od emisji dwutlenku wę...

Oceniając coraz bardziej dramatyczne wydarzenia na granicy Polsko-Ukraińskiej i ...

Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych „Solidarność”stan...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę