Podkowa na szczęście

3 grudnia 2015
Dzierżązna 24. Ładny nowy dom. Obok niewielki budynek. To odrestaurowana stara kuźnia, a w niej już czeka na nas jej właściciel Grzegorz Kociszewski, mistrz kowalski. Na palenisku płonie wesoło ogień. Pan Grzegorz w fartuchu ochronnym z wielkimi szczypcami w ręku. Przytrzymuje w nich malutką podkowę, którą tworzy dla nas na szczęście.
Rozgrzewa ją najpierw do czerwoności, potem w ściśle określonym, wypracowanym przez lata rytmie uderza młotem w żelazo, jeszcze raz do ognia, i jeszcze kilka uderzeń młotem… Na koniec zanurza podkówkę w zimnej wodzie. Wszystkie te czynności mają swój czas i swoją wagę, by podkowa była mocna, by się nie kruszyła. Jak mówi pan Grzegorz, bardzo ważne jest, by w żelazo uderzać młotem równomiernie i w określonym tempie. Dawniej był nawet zatrudniany w kuźni chłopak, który siedział z boku i wybijał rytm, w którym kowal uderzał w rozgrzaną, na przykład, podkowę.

       


Patrzymy na pracę pana Grzegorza urzeczeni jej pewnego rodzaju misterium, powagą. Oczami wyobraźni widzimy nerwowo przechadzającego się szlachcica, który czeka, by kowal podkuł jego wierzchowca przed dalszą drogą…
Dla współcześnie żyjących poruszających się samochodami, latających samolotami kowalstwo to powrót do historii. Kowalstwo bowiem zaliczyć trzeba do zanikających zawodów. Coraz mniej koni, bryczki służą nam jedynie do sentymentalnych przejażdżek gdzieś w gospodarstwach agroturystycznych czy podczas urlopu w górach…
Przed laty przy dworze w Dzierżąznej działała przydworska kuźnia. W roku 1931 swoją własną kuźnię we wsi otworzył mistrz kowalski Jan Kociszewski, ojciec pana Grzegorza. Wtedy kipiało tu życie. Sam mistrz i jego pomocnicy pracowali cały dzień, by obsłużyć wszystkich potrzebujących. Pan Grzegorz przejął warsztat po ojcu w 1975 roku. Wraz z rozwojem motoryzacji w kuźni było coraz mniej pracy, mistrz Kociszewski musiał znaleźć sobie inne zajęcie, by zarabiać na życie…
Kilka lat temu kuźnia została jednak odnowiona i ponownie otwarta. Stała się atrakcją turystyczną, zajeżdżają tu też wycieczki edukacyjne. Kuźnia pana Grzegorza jest też jednym z punktów programu edukacji regionalnej Wozem drabiniastym przez wieś. Program ten to inicjatywa Stowarzyszenia Agroturystycznego Ziemi Zgierskiej.
Ale nie tylko. Jak mówi pan Grzegorz, nadal podkuwa konie z okolicznych stadnin czy gospodarstw agroturystycznych, wykonuje różnego rodzaju ozdobne okucia do zabytkowych drzwi, bryczek, czasami tworzy ozdobne ogrodzenia, furtki czy bramy.
Ze swoim tradycyjnym warsztatem pracy bywa też gościnnie w Łódzkim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Bratoszewicach podczas imprez targowo-wystawienniczych. Zawsze budzi wielkie zainteresowanie zwiedzających. Na ich oczach rozgrzewa żelazo, wali młotem, studzi i… podkowa na szczęście gotowa.
Czy rzeczywiście przynosi szczęście? Ależ tak! Sam mistrz kowalstwa Grzegorz Kociszewski mówi, że ludzie do niego dzwonią i dziękują, bo od chwili, gdy otrzymali od niego podkowę, wszystko się w ich życiu dobrze układa, problemy ich omijają, a jak się jakiś pojawi, szybko zostaje pozytywnie rozwiązany.
Opuszczamy więc starą kuźnię pełni wiary, że podkowy, które otrzymaliśmy od pana Grzegorza, też są magiczne i będą nas chronić przed złem wszelakim.








POWIĄZANE

Rolnicy - producenci papryki z polskiego zagłębia paprykowego na Południu Mazows...

„Przyjęta przez Rząd nowelizacja ustawy biopaliwowej to cios w producentów rzepa...

Polityka Europejskiego Zielonego Ładu może się przyczynić do wzrostu zainteresow...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę