Dlaczego rolnicy często nie korzystają z dopłat do ubezpieczeń

1 września 2022
Dlaczego rolnicy często nie korzystają z dopłat do ubezpieczeń


Rząd przeznaczył na dopłaty do ubezpieczeń dla rolników w tym roku półtora miliarda złotych. Tymczasem w Polsce ubezpiecza się zaledwie co dziesiąty właściciel gospodarstwa, mimo, że powinni to robić niemal wszyscy. Zgodnie z prawem Ci, którzy korzystają z dopłat bezpośrednich powinni ubezpieczać co najmniej połowę upraw. Mimo, że według Instytutu Meteorologii już 7 rok z rządu przytrafia się susza, a gwałtowne burze i deszcze stały się normalnością każdego lata rolnicy wciąż wolą ryzykować, tracąc niekiedy gigantyczne pieniądze.

O przyczynach takiego działania mówi Krzysztof Łyskawa – ekspert do spraw ubezpieczeń rolniczych Mentor S.A., dr hab. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Prof. Krzysztof Łyskawa

Rządowe dopłaty do ubezpieczeń są bardzo istotne jeżeli chodzi o możliwość skorzystania z ubezpieczeń upraw, ale wydaje się, że kluczowym elementem jest właściwa identyfikacja zagrożenia. To znaczy, że bardzo często te definicje, które są w ustawie, po prostu nie odpowiadają rolnikom. Nie są adekwatne do ich potrzeb. Na przykład charakterystyczne dla ostatniego okresu w Polsce takie zalanie pól, że nie można tam wjechać i zebrać zbóż. Taki problem co roku ma kilkuset rolników po burzach i rzęsistych deszczach. Tymczasem takiego ryzyka nie ma u nas w systemie. Nie da się ubezpieczyć takiej sytuacji. I takich konkretnych problemów jest więcej. Zmiana definicji, elastyczność, dostosowanie do rzeczywistych problemów jest pierwszym krokiem w przekonywaniu rolników do ubezpieczenia upraw.

Część rolników ciągle uważa, że ubezpieczenia są zbyt drogie. Poziom dopłat wynosi dziś 65 procent składki, której oczekują zakłady ubezpieczeń. Komisja Europejska sugeruje nam i innym krajom, że ten poziom mógłby wzrosnąć nawet do 70 procent. Ale tu bardziej niż pieniądze liczy się elastyczność systemu i reakcji na konieczne potrzeby rolników. Rolnik może dziś ubezpieczyć np. rzepak na kwotę niewiele przekraczającą 12 tysięcy złotych za hektar. Tymczasem podpisywane kontrakty mogą być dużo wyższe – nawet 20 tys. za ha. Coraz szerszy katalog upraw roślinnych realizowany przez rolników – choćby słonecznik, facelia czy dynia oleista - nie jest ujęty w dotowanej liście roślin. To oznacza, że można je ubezpieczyć wyłącznie bez dopłat. Dlatego ta wspomniana wcześniej elastyczność, czyli reakcja na to co zmienia się na rynku, wydaje się być koniecznością by zwiększyć powszechność wykorzystania ubezpieczeń upraw w rolnictwie.

Sporo kontrowersji wśród rolników budzi także kwestia szacowania strat przez ubezpieczycieli. Każdy zakład ubezpieczeń ma własną metodologię, tabele i własny system szacowania strat. I tu jest na pewno problem, który warto rozwiązać systemowo. Nie było przeze wiele lat jednolitych zasad, które stosowałyby wszystkie zakłady ubezpieczeniowe. Te, które były, opierały się na doświadczeniach polowych wywodzących się z z lat 60-70 ubiegłego wieku. A więc to była prehistoria. Obecne punktowe działania zakładów ubezpieczeń to trochę za mało. Konieczne by tu było wprowadzenie przynajmniej w części jednolitych zasad albo chociaż pewnych wytycznych, które pozwoliłyby na zbliżenie zasad likwidacji przez poszczególne zakłady ubezpieczeń. I byłyby zrozumiałe dla rolników.

Tyle, że zakłady ubezpieczeń nie przepadają za nowościami, bo to one finansują ryzyko. Bardziej komfortowe są dla nich sytuacje znane i zbadane. A rolnictwo – zwłaszcza w obecnym czasie - staje się nieobliczalne, bo przyroda i pogoda są nieobliczalne. Z drugiej strony zmiany klimatyczne i to co dzieje się w zakresie dochodowości gospodarstw to są czynniki, które wskazują, że trudno mówić tutaj o jakiejś stabilności, o tym, że rolnik z roku na rok będzie miał pewność, że stać go na to żeby kupić określone ubezpieczenie. To są decyzje podejmowane z dużym wyprzedzeniem, przedtem nim osiągniemy faktyczne przychody, jest to działanie obarczone ryzykiem.

Dlatego bardziej oczekiwałbym – i to powoli, chyba nawet zbyt powoli – rozwiązań, które będą zabezpieczały rolników w kontekście zjawisk katastroficznych. Jak katastrofalna susza, jak długoterminowe deszcze, czy - w kontekście produkcji zwierzęcej - choroby typu ptasia grypa czy ASF. Prace w tym kierunku trwają i będą – mam nadzieję - kolejnym krokiem w kierunku ulepszenia, uzupełnienia tego co dzisiaj mamy. W wielu krajach systemy ubezpieczeń rolnictwa rozwijają się od lat 20-30 ubiegłego wieku, stabilnie i stale. Co jakiś czas dokładane są tam kolejne elementy uzupełniające system. Rolnicy przez lata mieli stabilne warunki pracy i powoli przekonywali się do ubezpieczeń, rozumieli zasady współpracy, a nad wszystkim czuwało państwo. U nas działanie odbywało się od rewolucji do rewolucji, ze zmianami prawa, przepisów, cen. Dlatego dziś w wielu przypadkach brakuje zrozumienia, współpracy i jasnych zasad. I nie da się tego zmienić w jeden dzień, miesiąc czy rok. To praca na lata…..

 

dr.hab.. Krzysztof Łyskawa, UE Poznań


POWIĄZANE

Badanie Kantar Polska: Ponad połowa Polaków jest w stanie zapłacić za piwo góra ...

DANONE razem z dostawcami regeneruje gleby w Polsce by korzystnie wpływać na zdr...

Tegoroczny sezon zbiorów w firmie „Herbapol-Lublin” S.A. zbliża się do finiszu, ...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę