Ornitolodzy przywrócili kolonie lęgowe rybitwy rzecznej na zbiorniku Jeziorsko

28 czerwca 2018
Ornitolodzy przywrócili kolonie lęgowe rybitwy rzecznej na zbiorniku Jeziorsko

Ornitolodzy z Uniwersytetu Łódzkiego w ostatnich latach przywrócili kolonie lęgowe rybitwy rzecznej na zbiorniku Jeziorsko. Obecnie liczy ona ponad 200 par lęgowych, a naukowcy badają jak wygląda życie ptaków w takich skupiskach.

Dr hab. Radosław Włodarczyk z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska UŁ przypomina, że rybitwa rzeczna to gatunek chroniony nie tylko w Polsce, ale również w całej Unii Europejskiej.

Naukowcy z Katedry Badania Różnorodności Biologicznej, Dydaktyki i Bioedukacji UŁ prowadzą badania nad rybitwą rzeczną na terenie zbiornika Jeziorsko. Przed laty ptak wycofał się ze zbiornika ze względu na zarośniecie płytkiej jego części wierzbą. W ostatnich latach naukowcom udało się jednak odtworzyć na tym terenie kolonie lęgowe rybitw.

„Podjęliśmy akcję czynnej ochrony, udało nam się uzyskać środki finansowe na zbudowanie sztucznych wysp i ku naszej radości w 2010 r. pierwsze rybitwy pojawiły się na zbiorniku, a teraz dzięki dalszym akcjom miejscowa kolonia liczy ponad 200 par" - podkreślił naukowiec.

W jego ocenie, jest to naprawdę duży sukces, gdyż praktycznie od zera udało się odtworzyć populację lęgową. "Z pomocą człowieka Jeziorsko stało się znów jednym z ważniejszych miejsc gniazdowania rybitw rzecznych w Polsce” - dodał dr Włodarczyk.

Wyjątkowość rybitwy rzecznej polega m.in. na tym, że gnieździ się w koloniach, więc w swoich badaniach łódzcy ornitolodzy skupili się właśnie na tym zjawisku.

„Staramy się odpowiedzieć na pytanie czy gnieżdżenie się w dużym zagęszczeniu, czyli w towarzystwie innych ptaków przynosi konkretnym osobnikom korzyści czy bardziej szkody. Dzięki stworzeniu kilku sztucznych wysp mogliśmy w pewnym sensie manipulować wielkością kolonii lęgowej a zatem liczbą sąsiadów w pobliżu danego gniazda” - wyjaśnił ornitolog.

W ten sposób na zbiorniku powstały zarówno niewielkie kolonie liczące do 30 par lęgowych, ale i dwie duże kolonie, w których liczba gniazd przekracza 100. Badania pokazały, że decyzja o przyłączeniu się do danej kolonii jest w pewnym sensie kompromisem: piskląt z dużych kolonii przeżywało więcej, ale były one w gorszej kondycji niż te, które wychowywały się w niewielkich skupieniach.

„Gnieżdżenie się w dużej kolonii z jednej strony niesie korzyść związaną z ochroną gniazd. Ptaki gniazdujące w tych dużych zgrupowaniach wyprowadzały średnio więcej młodych niż pary, które gnieździły się w niewielkich koloniach. Ale było to kosztem kondycji piskląt, ponieważ duże zagęszczenie generuje konflikty z sąsiadami, tam jest zwyczajnie nerwowo. Sąsiedzi zawsze stanowią też zagrożenie, jeśli chodzi o możliwość roznoszenia się różnych czynników chorobotwórczych” - wyjaśnił dr Włodarczyk.

Obecnie naukowcy badają czy ptaki różnią się zachowaniem w kolonii – przy użyciu kamer i szczegółowym rejestrowaniu zachowań sprawdzają m.in. czy obrona przed drapieżnikami jest różnie rozłożona w dużych i małych skupiskach.

Naukowiec przypomniał, że jeszcze do niedawna rybitwę rzeczną nazywano zwyczajną. Jednak kilkanaście lat temu przemianowano jej nazwę z tego względu, że nie jest to już ptak pospolity, „zwyczajnie” spotykany nad naszymi rzekami. Jej liczebność w kraju jest szacowana na ponad 4 tys. par lęgowych i choć mogłoby się wydawać, że to liczba znaczna, to – jak podkreślił ornitolog - należy pamiętać, że większość stanowisk tego gatunku podlega bardzo silnej presji ze strony czynników naturalnych i człowieka.

„Chociażby niewielki deszcz, a coraz częściej mamy do czynienia z gwałtownymi burzami, może spowodować podniesienie wody w zbiorniku i zalanie płytkich wysp, na których te ptaki się gnieżdżą. Wystarczy, żeby dowolny czworonożny drapieżnik dostanie się na wyspę i dziesiątkuje praktycznie całą kolonię” - wyjaśnił.

Zdaniem ornitologa, otwarcie pod koniec maja ze względów gospodarczych tamy we Włocławku i podniesienie poziomu Wisły spowodowało zniszczenie lęgów ptaków wodno-błotnych gniazdujących na rzecznych wyspach. Według niego najbardziej ucierpiały rybitwy, mewy, czy ptaki siewkowe, jak sieweczka rzeczna czy obrożna. „Niestety mamy do czynienia z bardzo zagrożoną grupą poddaną silnej presji ze strony ludzi, zatem wymagającą ochrony” - dodał ornitolog.

Zdaniem badacza, rybitwa rzeczna charakteryzuje się życiem w pewnym sensie „na krawędzi”. Jej miejsca lęgowe są nietrwałe, a zagrożenie utraty lęgu duże. Dodatkowo ptak ten pokonuje bardzo długie dystanse podczas swoich wędrówek, bo gnieździ się w Europie, ale zimuje aż w południowej Afryce. Długa wędrówka to dodatkowe zagrożenie, szczególnie dla młodych ptaków lecących na zimowiska pierwszy raz w życiu.

„Jest to ptak, który na pewno kryje przed nami jeszcze szereg tajemnic i myślę, że jest warty ochrony na terenie całego areału występowania, nawet w miejscu, gdzie być może jest w miarę pospolity” - podsumował dr hab. Radosław Włodarczyk.

 

Kamil Szubański (PAP)


POWIĄZANE

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę określającą zasady tworzenia Kół gospodyń...

Spełnienie celów Porozumienia paryskiego może ocalić ok. miliona ludzkich istnie...

Wypłaty pomocy suszowej wstrzymane do stycznia br., ze wglądu na wyczerpanie się...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę