Producenci jaj tracą na skutek niesłusznych oskarżeń

18 lipca 2019
Producenci jaj tracą na skutek niesłusznych oskarżeń

Producenci jaj w Polsce czują się niesprawiedliwie traktowani przez państwowe służby sanitarne. Coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których rodzimi dostawcy jaj pokrywają koszty błędów i zaniedbań, za które nie ponoszą odpowiedzialności – twierdzi Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz.

Najbardziej jaskrawym przykładem działań szkodzących branży - przywoływanym przez hodowców kur nieśnych - jest arbitralne wycofywanie ze sklepów, na koszt producentów, jaj na skorupkach których znaleziono bakterie salmonelli. Skutecznie chroni się  w ten sposób konsumenta. Ale dla firm jest to o wiele większy problem. Często zdarza się bowiem, że późniejsze badania weterynaryjne na fermach dowodzą, że źródło salmonelli na skorupce jaj nie znajduje się na fermie, ale w innym miejscu łańcucha dostaw, na które producent nie ma już bezpośredniego wpływu. Zaskakujące jest też to, że finalnie, w wielu przypadkach, służby sanitarne w ogóle nie identyfikują źródła salmonelli. Pochodną tego jest uszczerbek wizerunkowy dla producentów i straty finansowe, bo tylko na nich spada odpowiedzialność.

- W ostatnich kilkunastu miesiącach byliśmy świadkami kilku spektakularnych akcji wycofywania jaj, za które zapłacili producenci, a ostatecznie okazało się, że to nie oni ponoszą winę za to zdarzenie. W tych przypadkach, gdzie rzeczywiście na skorupce jaj były bakterie, do skażenia doszło prawdopodobnie w miejscu znajdującym się poza bezpośrednią kontrolą producenta – wskazuje Katarzyna Gawrońska, dyrektor Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz. Gawrońska uważa, że bakterie na skorupce jaj mogą pojawiać się w magazynach sklepowych, w transporcie między magazynami, a miejscem sprzedaży oraz na sklepowych półkach. W tym kontekście dyrektor KIPDIP zwraca uwagę na wysiłki producentów, które są nakierowane na wdrożenie systemu monitoringu jakości jaj po opuszczeniu przez nie obszarów łańcucha dostaw będących pod kontrolą hodowców. – Niestety, jak dotąd handel detaliczny nie jest zainteresowany współpracą w tym zakresie ponieważ wymaga to poniesienia dodatkowych kosztów oraz wdrożenia odpowiedniego programu monitoringu. Tymczasem dla branży jaj to sprawa kluczowa ponieważ chodzi tu o ograniczenie ryzyk producenta związanych ze zdarzeniami, które mogą mieć miejsce po dostarczeniu jaj do bezpośrednich odbiorców producenta, a przed trafieniem do konsumenta finalnego – mówi Gawrońska. Jej zdaniem producenci jaj chcieliby uzyskać absolutną pewność, że osoby pracujące w centrach dystrybucji, sklepach oraz dostarczające towar do sklepów nie są nosicielami chorób i bakterii groźnych dla konsumentów jaj.

Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz twierdzi, że obecnie wiele działań służb sanitarnych prowadzi do niezawinionych przez producenta jaj przerw w produkcji lub ponoszenia kosztów utylizacji towaru, który bez winy producenta został wycofany ze sprzedaży przez jedną z państwowych służb dbających o bezpieczeństwo żywności.

Zaostrzone kontrole na obecność salmonelli na skorupach jaj w handlu mają związek z rosnącymi statystykami zatruć bakterią u ludzi. Paradoksalne jest jednak to, że z góry za winnych uznaje się producentów. W opinii KIPDiP, brakuje całościowego spojrzenia na istniejący problem przez organy kontrolujące. Izba wskazuje, że w wielu krajach rozróżnianie źródeł zakażeń salmonelli jest już standardem. W tym kontekście Izba wymienia Stany Zjednoczone. Od połowy maja do połowy czerwca tego roku w USA zanotowano 227 przypadków salmonelli u ludzi. Salmonellozy pojawiły się aż w 20 stanach. We wszystkich przypadkach źródłem zakażenia bakterią był drób przydomowy, a nie drób i jaja z profesjonalnych hodowli. Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Epidemiom (CDC) twierdzi, że co do źródeł zakażenia nie ma najmniejszych wątpliwości ponieważ dysponuje dowodami laboratoryjnymi.  

- Uważamy, że sytuacja w Stanach Zjednoczonych powinna być z uwagą śledzona przez polskie służby sanitarne oraz przez producentów drobiu, mówi Katarzyna Gawrońska z KiPDiP i dodaje, że służby państwowe powinny  mniej pochopnie winić profesjonalnych producentów jaj za przypadki występowania salmonelli na jajach w sklepach handlu nowoczesnego. Bazując na doświadczeniach amerykańskich można domniemywać, że do zakażenia bakteriami salmonelli dochodzi na etapie dystrybucji albo za sprawą klientów sklepów, którzy dotykają jaj – uważa Gawrońska.

KIPDiP uważa, że należy poprawić system kontroli i komunikacji publicznej. Analizując zatrucia u ludzi powinno się brać pod uwagę fakt, że programami kontroli  salmonelli nie jest  objęta sprzedaż  bezpośrednia i produkcja na użytek własny. Produkcja przyzagrodowa jaj i handel lokalny może stanowić poważne źródło zakażenia. - Szacujemy, że w Polsce z produkcji bez żadnego nadzoru może pochodzić ponad dwa miliardy jaj, które potencjalnie kreują ryzyko bezpośrednich zatruć u ludzi. Osoby mające kontakt z produkcją przyzagrodową mogą także zanieczyszczać produkty z profesjonalnych ferm  znajdujące się w sprzedaży detalicznej. Z tego też powodu,  właściciele ferm  starają się być  bardziej restrykcyjni wobec swoich pracowników i zabraniać im prywatnego chowu i jakichkolwiek  kontaktów z drobiem poza miejscem pracy –  mówi Katarzyna Gawrońska z Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

 

Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz


POWIĄZANE

Singapur  skupia się na polityce zwiększania krajowego bezpieczeństwa żywności. ...

W ostatnich kwartałach mamy do czynienia ze stabilizacją sytuacji na unijnym ryn...

Jak wygląda proces produkcji cukru? Czym są wysłodki? Ile ton gotowego produktu ...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę