dnikukurydzy_210818

Referendalna fala

14 maja 2004

W czasie, gdy toczą się zakulisowe rozmowy w sprawie "procentów" i sposobu podejmowania decyzji w poszerzonej Unii Europejskiej, coraz więcej przywódców krajów członkowskich wspólnoty zapowiada, że decyzję w sprawie uchwalenia przyszłej konstytucji UE odda w ręce swoich obywateli. Budzi to coraz większy niepokój w Niemczech i we Francji, które opracowały plan "B" na wypadek odrzucenia konstytucji w referendum w którymś z krajów Unii.

Zorganizowania referendum nie wykluczył niedawno premier Wielkiej Brytanii - Tony Blair, o referendum mówi też premier Irlandii - Bertie Ahern, oraz przywódcy Danii, Holandii, Luksemburga, Hiszpanii, Portugalii, Polski i Czech.

Ta "referendalna" fala, przede wszystkim niepewny wynik referendum w Wielkiej Brytanii, znanej ze swojej "antyunijnej" postawy w wielu dziedzinach, może oznaczać odrzucenie konstytucji i to bez względu na jej ostateczny, wciąż jeszcze nieuzgodniony do końca kształt - boją się Niemcy i Francuzi.

Nie chcą nawet słyszeć o tym, że na marne miałby pójść cały wysiłek konwentu włożony w przygotowanie projektu konstytucji.

Proponują więc, żeby zapisać w niej zasadę, że dokument wejdzie w życie, jeśli zostanie zaaprobowana w co najmniej 20 z 25 krajów członkowskich Unii. Byłaby to istotna zmiana, bo w tej chwili obowiązuje zasada jednomyślności.

Konstytucja UE musi zostać podpisana przez przywódców wszystkich krajów członkowskich, a następnie, w ciągu 2 lat, musi zostać ratyfikowana w każdym z 25 krajów, albo przez parlament, albo na drodze referendum.

O francusko-niemieckim planie "B", na wypadek odrzucenia unijnej konstytucji w którymś z referendów, napisał czwartkowy, brytyjski dziennik "Financial Times".

Gazeta przypomina, że ten pomysł nie jest nowy i pojawiał się już w czasie ubiegłorocznych prac konwentu. Zdaniem brytyjskich dyplomatów, jest on nie do zrealizowania, bo na wpisanie takiej formuły do konstytucji musiałyby się zgodzić jednomyślnie wszystkie kraje UE, co jest niemożliwe.

Tymczasem w unijnych kuluarach toczą się gorączkowe prace nad uzgodnieniem takiej formuły głosowania w Radzie Ministrów UE, która zadowoliłaby Polskę i Hiszpanię, była do zaakceptowania przez największych unijnych graczy - Niemcy, Francję, Włochy i Wielką Brytanię oraz nie dyskryminowała mniejszych krajów UE. Chodzi równocześnie o zachowanie tzw. zasady podwójnej większości. Decyzje miałyby zapadać przy poparciu 55 proc. krajów, które zamieszkuje co najmniej 55 proc. całej ludności rozszerzonej Unii. Z kolei do zablokowania decyzji wystarczałaby mniejszość od trzech do pięciu krajów zamieszkanych przez 10-15 proc. ogółu ludności UE. Ta "mniejszość blokująca" ma być rekompensatą dla Polski za odstąpienie od korzystniejszych dla niej zapisów wynikających z traktatu nicejskiego.


POWIĄZANE

Od 10 lutego Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa będzie przyjmował...

Około 92,6 tys. ton żywności o wartości ponad 265 mln zł trafi w tym roku do org...

Sytuacja na unijnym rynku rolnym nadal jest krytyczna. Potrzeba środków łagodząc...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę