Uprawa ziół w Unii Europejskiej

31 października 2003

Leczniczą moc ziół odkryli już przed wiekami nasi przodkowie. Zbierali je, suszyli i przyrządzali napary. Także dziś do picia ziół chyba nikogo nie trzeba namawiać. Ale w zielarstwie - podobnie, jak w wielu innych dziedzinach, zaszły i nadal zachodzą zmiany.

Najwięcej ziół uprawia się w Niemczech, Francji i we Włoszech. Te dwa ostatnie kraje słyną z ziół przeznaczonych na potrzeby przemysłu spożywczego. Kuchnia włoska i francuska to przecież duża ilość bazylii, oregano, czy kminku. Natomiast u naszego zachodniego sąsiada - Niemców - najczęściej występuje mięta. W krajach Unii Europejskiej zioła dziko rosnące - z uwagi na przemysł i obfite nawożenie - występują bardzo rzadko. Można je spotkać jedynie w Szkocji, Irlandii czy Portugalii. Szata roślinna pozostałych krajów jest dość uboga. Dlatego Wspólnota jest największym - po Stanach Zjednoczonych - importerem ziół nieprzetworzonych. Aż 50% wszystkich roślin leczniczych, dostępnych na rynku krajów "Piętnastki" - nie zbiera się z tamtejszych pól. Natomiast te, które pochodzą z Unii uprawiane są -jak się za chwilę przekonamy - w dużych gospodarstwach zielarskich. Przeciętny Niemiec słynie z tego, że pije dużo piwa i... mięty, bo je on tłusto - i by pomóc swojemu żołądkowi musi zaparzyć sobie co najmniej jedną filiżankę ziół dziennie. Czy to wystarczy, by zdrowiej żyć? Chyba nie, ale jest to z pewnością korzystne dla rolników, którzy uprawiają tu zioła. Jak choćby pan Wilfried Funke ze wsi Adelsdorf w Bawarii. Dodajmy przy tym, że tradycje uprawy roślin leczniczych w tym regionie sięgają 150 lat.

Wilfried Funke, Adelsdorf, Niemcy: –W 1980 roku przejęliśmy to gospodarstwo po moim ojcu. Uprawialiśmy wtedy - tak jak wielu rolników w tej okolicy - przede wszystkim buraki cukrowe, pszenicę, kukurydzę i rzepak. Uprawą roślin leczniczych zainteresowałem się w 1983roku. I wtedy postanowiłem zaryzykować i spróbować produkcji ziół.

Gospodarstwo moje zajmuje w sumie prawie 170 hektarów, z tego 60 hektarów stanowią właśnie zioła. Pozostała część to nadal zboża, buraki cukrowe i rzepak. Są też łąki i pastwiska, ponieważ mamy także produkcję zwierzęcą - krowy mleczne.

Z ziół uprawiamy przede wszystkim miętę pieprzową, melisę cytrynową, trochę karczochów. Liście tych ostatnich zawierają związki, które obniżają poziom cholesterolu w organizmie. Mamy też jeżówkę purpurową, a właściwie, jedną z jej odmian o wdzięcznej nazwie " słoneczny kapelusz", a jeżówka to znana wszystkim echinacea. Uprawa mięty w tego typu gospodarstwie, jak moje jest nieco utrudniona, bo po pierwsze są to małe pola, a po drugie - średni poziom rocznych opadów jest stosunkowo niski. W związku z tym jesteśmy zmuszeni do sztucznego nawadniania pól. Produkcja mięty pieprzowej rozwinęła się u nas przede wszystkim dlatego, że w pobliżu znajduje się duża firma odbiorcza, która zajmuje się skupem ziół. I właśnie tam dostarczamy znaczną część naszych plonów. W 1987 roku 5 gospodarstw zielarskich postanowiło utworzyć spółdzielnię, aby razem móc prowadzić sprzedaż produkcji. Z perspektywy czasu uważam, że to się nam opłaciło.

Zioła sprzedajemy przez naszą spółdzielnię wytwórców. Produkcję kierujemy do wielu zagranicznych firm, niektóre z nich znajdują się także w krajach Unii Europejskiej. Próbujemy właśnie dzięki współpracy w ramach spółdzielni nawiązywać kontakty z coraz to nowymi odbiorcami. To może bowiem pomóc zmniejszyć trochę ryzyko, jakie towarzyszy tej produkcji. Uprawa roślin leczniczych nie jest przez UE, przez Brukselę subsydiowana, nie jest w żaden sposób wspierana. Panuje całkowita wolność rynkowa. Ale mamy przy tym pewną korzyść, Bruksela nie patrzy nam bowiem na ręce, nie ingeruje w tę produkcję. Jeśli chodzi o dochodowość - są lata, w których uprawa jest opłacalna, ale problemy pojawiają się wtedy, gdy na przykład drożeje energia - rosną ceny prądu i oleju. Wtedy zwiększają się także nasze koszty produkcji, przede wszystkim suszenia ziół. Utrzymanie rodziny z samej tylko uprawy ziół jest moim zdaniem niemożliwe, bo jest to zbyt ryzykowne. Jesteśmy zależni od tego, co dzieje się na światowym rynku, a na nim nie można czuć się pewnie. Podlega on niestety różnym wpływom i wahaniom, np. spadkom sprzedaży. Funkcjonujemy na bardzo niepewnym rynku. Stąd ryzyko jest zbyt duże.

Produkcja ziół jest nie tylko ryzykowna, ale również złożona. Między zbiorem, a suszeniem nie może upłynąć więcej niż godzina, ponieważ czas wpływa na jakość mięty. Im krótszy, tym jest ona lepsza. Aby to osiągnąć niezbędny jest odpowiedni sprzęt. Poza tym w tej produkcji na żadnym jej etapie nie można stosować chemii.


POWIĄZANE

Copa i Cogeca oraz ELO, ENA i ZVG przedstawiły w ubiegłym tygodniu swoje obawy z...

Aktualnie producenci rzepaku dokonują wyboru materiału siewnego pod nowe zasiewy...

Nadal handel zbożem na krajowym rynku jest niewielki. Brak jest ofert sprzedaży ...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum
Jestesmy w spolecznosciach:

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Zgłoś uwagę