Adama_artemisgoltix_15.02-30.03
Adama_poleposition_15.03_30.04

Walka o przetrwanie

25 sierpnia 2003

Na polecenie Unii Europejskiej inspekcja weterynaryjna kontroluje nasze zakłady i będzie je zamykać; tysiące ludzi pójdzie na bruk - alarmują właściciele ubojni i przetwórni mięsa w Małopolsce, głównie tych, które nie zdołają dostosować się do wymogów wspólnoty. - Nieprawda; zakłady te będą mogły produkować, ale tylko na rynek krajowy - odpowiada inspekcja weterynaryjna. Natomiast w znacznie trudniejszej sytuacji są zakłady mleczarskie, szczególnie w naszym województwie.

Właściciele zakładów podnieśli larum, bo niedawno odwiedzili je inspektorzy weterynarii, którzy w sierpniu mają obowiązek skontrolować ubojnie i wytwórnie wyrobów mięsnych w całym kraju. Ale o zamykaniu zakładów nie ma mowy, bo - jak podkreśla Krzysztof Ankiewicz, wojewódzki lekarz weterynarii - inspekcja nie ma takiego prawa.

Problem jednak jest i - wraz ze zbliżaniem się terminu naszej akcesji do Unii - coraz poważniejszy, zaś jego geneza sięga wielu lat wstecz. Scentralizowanie w latach PRL-u produkcji w rękach państwa oraz brak mięsa i wędlin w sklepach sprawił, że po 1990 roku powstała ogromna liczba drobnych, często rzemieślniczych ubojni i przetwórni. Brak kapitału oraz bardzo liberalne wówczas wymogi sanitarne, weterynaryjne i ekologiczne spowodowały, że przez lata zakłady te nie były w ogóle modernizowane. W rezultacie ok. 1600 spośród nich nie widzi dziś szans na dostosowanie się do unijnych wymogów; są to tzw. zakłady C. Ale nie jest prawdą, że zakłady te, w chwili naszej akcesji, zostaną zlikwidowane. - Będą mogły nadal produkować, ale tylko na rynek krajowy, zaś ich wyroby będą znakowane w ustalony sposób - wyjaśnia dr Krzysztof Ankiewcz.

Konieczna umywalka

Nie oznacza to, że wszystko pozostanie po staremu i nadal firmy te będą mogły wytwarzać szynki i kiełbasy w warunkach sprzecznych nie tylko z wymogami UE, ale niekiedy urągającym wręcz podstawowym zasadom higieny. 17 lipca tego roku minister rolnictwa wydał znowelizowane rozporządzenie, w którym określił m.in. warunki weterynaryjne, wymagane od ubojni, w tym także od produkujących wyłącznie na rynek krajowy, czyli zakładów C. Wymogi te są jednak nieporównywalnie mniej rygorystyczne od tych, którym będą musiały sprostać firmy, chcące sprzedawać swoje wyroby na unijne stoły. Trudno bowiem w XXI wieku nazwać "gnębieniem" żądanie od firm, produkujących żywność, zamontowania w nich umywalki z bieżącą wodą zimną i gorącą czy wydzielenia pomieszczenia dla lekarza weterynarii, badającego mięso.

Teraz inspektorzy weterynarii wizytują zakłady i - na podstawie cytowanego rozporządzenia - wyliczają ich właścicielom, co muszą zrobić, by spełnić jego wymogi. Wiadomo jednak, że będzie to możliwe tylko dla niektórych istniejących dziś firm grupy C, zaś pozostałe upadną. Upadną jednakże nie dlatego, że zostaną zamknięte, lecz wyeliminuje je rynek.

Ale to nie tylko ich wina, lecz w olbrzymim stopniu ustawodawcy. Warto sobie uświadomić, że do grudnia 1997 roku - kiedy to, po latach bojów politycznych weszła w życie tzw. ustawa weterynaryjna - warunki uboju, badania, produkcji mięsa itp. regulowały przepisy z lat 1927-1936! Wydaje się oczywiste, że cytowane rozporządzenie i wiele innych przepisów, mnożących się ostatnio jak grzyby po deszczu, powinny ukazać się już kilka lat temu, by zakłady miały czas na zgromadzenie funduszy i stopniową modernizację.

W Małopolsce mamy 312 zakładów typu C, czyli 80 procent wszystkich tej branży. Nie sposób jednak jeszcze oszacować, które przetrwają.

Ale niepewna przyszłość nie wszystkim spędza sen z oczu. Spać spokojnie mogą pracownicy 86 zakładów w całej Polsce, którzy spełnili już unijne wymogi (są to zakłady grupy A) i już dziś ich szynki, kiełbasy i wyroby drobiowe mogą być sprzedawane w sklepach "piętnastki"; w Małopolsce jest ich pięć.

Wyścig z czasem

Kolejna grupa zakładów to te, które mają jeszcze szanse i teraz walczą z czasem i brakiem pieniędzy na inwestycje. W naszym województwie 102 zakłady miały sprostać unijnym wymogom do końca kwietnia tego roku (tzw. zakłady B1), ale już dziś wiadomo, że ponad połowa z nich nie zdąży. Do końca czerwca musiały one wystąpić (i najprawdopodobniej wszystkie to uczyniły) do resortu rolnictwa o przyznanie im tzw. okresu przejściowego, w którym będą sprzedawać swe wyroby tylko do polskich sklepów i równocześnie nadrabiać opóźnienia w modernizacji. Ostania grupa to firmy (tzw. zakłady B2), które otrzymały już wcześniej okresy przejściowe, do końca 2007 lub 2006 roku. W Małopolsce jest ich 22.

Coraz ostrzejsza konkurencja sprawia jednak, że zakłady branży mięsnej robią, co mogą, by - niezależnie od możliwości uzyskania okresu przejściowego - uporać się z modernizacją do końca kwietnia przyszłego roku. Tadeusz Mucha, dyrektor zakładów drobiarskich w Trzcianie (koło Łapanowa), nawet nie chce myśleć o innej ewentualności. - Jeśli nie zdążymy, lepiej od razu zamknąć firmę - zaznacza. Przedsiębiorstwo, nie licząc dostawców drobiu, zatrudnia 80 osób i jest jednym z największych miejsc pracy w tym rejonie.

Bliski zakończenia przygotowań jest również Zakład Przetwórstwa Mięsnego "Markam" w Kasinie Wielkiej. Aby wejść do grupy A, musi już tylko postawić magazyn żywca oraz zakupić drugi rękaw rampy załadunkowej, chroniący mięso przed zanieczyszczeniami. Na razie jednak - jak podkreśla dyrektor Adam Misiaczek - rękawa nie można kupić, bo popyt na to urządzenie zaskoczył polskich dostawców?

Zagrożone mleczarnie

Natomiast już dziś niemal pewna jest upadłość niektórych zakładów mleczarskich. Jedna z przyczyn to fakt, że stosuje się wobec nich bardziej rygorystyczne przepisy, gdyż mleko psuje się bardzo szybko. Jeśli zatem przedsiębiorstwo w przyznanym mu okresie dostosowawczym nie sprosta unijnym rygorom, nie będzie mogło sprzedawać swych produktów ani na rynki wspólnoty, ani do polskich sklepów.

W Małopolsce sytuacja jest szczególnie trudna. Na 28 mleczarń żadna nie znalazła się dotąd w grupie A, w grupie B1 jest 13 zakładów, w grupie B2 - 11. Są to wyłącznie zakłady niewielkie, co jest skutkiem charakterystycznego dla naszego regionu rozdrobnienia gospodarstw, w których rolnicy hodują po 2-3 krowy. Dla porównania: wszystkie mleczarnie w Małopolsce skupują w sumie ok. 700 tys. litrów mleka dziennie, natomiast tylko jeden zakład mleczarski w Grajewie (północno-wschodnia Polska), gdzie rolnicy hodują po kilkadziesiąt sztuk bydła - 1 mln litrów mleka!

Zakłady mleczarskie, chcąc istnieć, muszą dostosować się do unijnych wymogów do końca 2006 roku. Niektóre - co wykazała sonda, "Dziennika" - już złożyły broń, ale, na szczęście, większość walczy. Spore szanse ma np. Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska "Wadmlek" w Wadowicach, choć - jak podkreśla prezes Krzysztof Morawiec - zaczyna brakować pomysłów na pozyskanie kolejnych środków na dalszą modernizację.


POWIĄZANE

Główny Lekarz Weterynarii informuje o wystąpieniu trzech przypadków wścieklizny ...

W imieniu wszystkich lekarzy weterynarii zwracamy się z apelem do Prezydenta RP ...

Główny Lekarz Weterynarii informuje o aktualnej sytuacji w zakresie występowania...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę