GUS_230920_750x100_stat

Wykład prezydenta RP

6 marca 2003

Za PAP publikujemy tekst wykładu pt. "Rola naszego regionu w zmieniającej się Europie", który prezydent Aleksander Kwaśniewski wygłosił na forum Węgierskiej Akademii Nauk. Oraz słowa  jakie prezydent skierował  do obywateli węgierskich zasłużonych w niesieniu pomocy obywatelom polskim – ofiarom wypadku autobusowego nad Balatonem.

Jest mi bardzo miło gościć w tym sławnym miejscu, od dwóch wieków wpisanym w węgierską historię. Dziękuję Panu Prezesowi Akademii, Profesorowi Vizowi, za zaproszenie. To dla mnie zaszczyt i satysfakcja, że mogę się tu spotkać z gronem wybitnych osobistości, reprezentujących kręgi węgierskiej polityki, nauki, środowiska opiniotwórcze.

Gmach Akademii symbolizuje wspaniałe dokonania naukowe i artystyczne Węgrów, które stały się owocem ruchu odrodzenia narodowego. Z podziwem myślę o fundatorze tej Akademii – wielkim węgierskim patriocie i działaczu społecznym, filantropie – hrabim Istvanie Szechenyim. Od razu też przypominają mi się zasługi władców rodem z Węgier, zasiadających na polskim tronie. Królowa Jadwiga, córka Ludwika Wielkiego, panująca w Polsce pod koniec XIV wieku - pomogła rozkwitnąć Akademii Krakowskiej, najstarszej uczelni w naszym kraju. Natomiast drugi pod względem wieku polski uniwersytet - Akademię Wileńską - założył w XVI stuleciu król Stefan Batory, książę siedmiogrodzki. To świadczy, jak blisko splecione są polskie i węgierskie losy nie tylko w dziedzinie międzynarodowej polityki, ale także w sferze ducha, w świecie nauki i kultury.

Od wieków jesteśmy przyjaciółmi, a nawet – jak mówi nasze wspólne przysłowie – bratankami. Pomagaliśmy sobie w trudnych chwilach. Polacy są dumni, że wraz z Waszymi wielkimi bohaterami, bojownikami o węgierską niepodległość – Lajosem Kossuthem i Sandorem Petoefim – chlubnie zapisał się w historii Węgier także Józef Bem. Nigdy nie zapomnimy o życzliwości i pomocy, jakiej doświadczyliśmy od Węgrów w tragicznym dla Polski roku 1939.

Potem, w latach powojennych dzieliliśmy ten sam los, zamknięci za "żelazną kurtyną". Solidarnie przeżywaliśmy wraz z Wami tragedię walczącego w 1956 roku Budapesztu; Wasza sprawa – była naszą sprawą. Inspiracją dla siebie były także nasze kultury, trwał dialog środowisk intelektualnych. Wiele o tym wspólnym przeżywaniu świata, człowieczeństwa i historii mówią nazwiska naszych literackich noblistów: Czesława Miłosza, Wisławy Szymborskiej, Imre Kertesza. Teraz, po historycznym przełomie zwanym "Jesienią Ludów", nasze kraje mogą razem cieszyć się zwycięstwami wolności, demokracji, społeczeństwa obywatelskiego. Otwiera się przed nami kolejna wielka szansa, stajemy na progu jednoczącej się Europy.

Jest to sukces nie tylko Polaków i Węgrów; to sukces całego naszego regionu. Spośród dziesięciu kandydatów, którzy w grudniu ubiegłego roku na szczycie w Kopenhadze zakończyli swoje negocjacje o członkostwo z Unią Europejską – aż ośmiu to kraje, które położone są w środkowoeuropejskim pasie od Bałtyku po Adriatyk. Również nowi członkowie NATO i państwa, które na szczycie Sojuszu w Pradze zostały zaproszone do członkostwa – to mieszkańcy tego właśnie obszaru.

Dawniej, w realiach zimnowojennych, przywykło się mówić o tych krajach i narodach: Europa Wschodnia. Ale to nie było trafne określenie. Brało się tylko z uproszczenia. W świecie przedzielonym murem rozróżnienie na Zachód i Wschód wydawało się oczywiste. Dopiero wydarzenia roku 1989 kazały na nowo spojrzeć na mapę Europy i dogłębnie przeredagować polityczne słowniki. Została ponownie odkryta Europa Środkowa – jako wyróżniający się obszar, połączony duchowymi, politycznymi i gospodarczymi więzami.

Kiedy mówię o odkryciu – mam raczej na myśli zachodni punkt widzenia. Dla nas – przede wszystkim dla krajów, które utworzyły Grupę Wyszehradzką – odkrycie istnienia Europy Środkowej nie było żadnym zaskoczeniem. To jest nasza duchowa ojczyzna, w której nasze narody żyją od wielu już stuleci – wrośnięte w kulturę łacińską, a zarazem krążące własną, niepowtarzalną drogą. Jednak teraz, z myślą o ścisłej współpracy regionalnej, musieliśmy nadać Europie Środkowej nowy sens polityczny. Dzisiejsza Europa Środkowa nie chce wracać do koncepcji Mitteleuropy, ideologii pansłowiańskiej czy idei przedmurza – czy to łacińskiej, czy bizantyjskiej cywilizacji. Sednem zmian, jakie się tu dokonały, jest to, że Europa Środkowa nie szuka swojej tożsamości w opozycji do kogokolwiek. Ma natomiast świadomość własnej odrębności, własnych regionalnych interesów, które chce realizować również jako uczestnik wielkiej ogólnoeuropejskiej wspólnoty.

Najtrafniej można określić Europę Środkową jako obszar leżący na wschód od Europy Zachodniej i na zachód od Europy Wschodniej. Wbrew pozorom, nie jest to stwierdzenie banalne. Płyną bowiem z niego znaczące konsekwencje.

Od wieków jesteśmy obszarem, na którym spotykały się i przenikały różne kultury, religie i mentalności. Tu rywalizowały też ze sobą wielkie europejskie potęgi, toczyły się wojenne zmagania, nieraz kosztem naszej wolności. Dzisiaj to, co bywało fatum środkowoeuropejskiej historii, staje się naszym atutem. W jednoczącej się Europie możemy być ważnym czynnikiem dialogu i otwartości, łącznikiem komunikacyjnym, pomostem między Zachodem i Wschodem.

Wszystko, co udało nam się osiągnąć od 1989 roku w procesach wewnętrznej transformacji i regionalnego współdziałania, daje nam mocne atuty, potwierdzające naszą wiarygodność i profesjonalizm. Jesteśmy krajami demokracji i rządów prawa. Zbudowaliśmy mocne fundamenty dla gospodarki wolnorynkowej, dla wzrostu gospodarczego. Pokazaliśmy, że rozumiemy wyzwania współczesnego świata; że umiemy się modernizować. Jesteśmy producentami i eksporterami stabilności. Nie ma w naszym regionie żadnych poważnych konfliktów, potrafiliśmy przemóc historyczne pretensje, wejść na drogę pojednania. Stworzyliśmy znakomity przykład współpracy regionalnej - przede wszystkim w Grupie Wyszehradzkiej obejmującej Węgry, Polskę, Czechy i Słowację, ale także w ramach CEFTA czy Inicjatywy Środkowoeuropejskiej.

1 maja 2004 roku kraje naszego regionu wejdą do Unii Europejskiej. Poszerzona Unia znacząco przesunie się na wschód. Będzie musiała na nowo zdefiniować swoje stosunki z państwami, które staną się jej wschodnimi sąsiadami: z Rosją, Ukrainą, Białorusią, w niedługim czasie także z Mołdową. W formułowaniu i realizacji tej polityki wschodniej UE kraje naszego regionu powinny mieć istotny udział. Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej - byśmy nie podjęli tego wyzwania lub nasza rola miałaby zostać zbagatelizowana.

W ramach unijnej wspólnoty rodzi się właśnie – choć nie bez trudności i kontrowersji – Wspólna Polityka Zagraniczna i Bezpieczeństwa. W tej dziedzinie istnieje naturalny podział zadań. Tak jak kraje basenu Morza Śródziemnego posiadają lepsze rozeznanie w kwestii kontaktów z obszarem Maghrebu i Bliskiego Wschodu; tak jak Hiszpania wzmocniła wspólnotę swoją kompetencją w stosunkach z krajami Ameryki Południowej – tak państwa naszego regionu mogą znacząco wzbogacić unijne spojrzenie na wschód. Dotyczyć to może również perspektywicznego zacieśniania kontaktów z krajami Kaukazu i Centralnej Azji. Jako nasz wkład wniesiemy zaufanie, jakie mają do nas nasi wschodni partnerzy, bliskość geograficzną, więzi historyczne, doświadczenie we współpracy oraz wiedzę o zachodzących w tych państwach przemianach.

Cieszy nas, że z Brukseli płyną sygnały, iż Unia nie chce dzielenia kontynentu żadną nową kurtyną – nawet aksamitną. Przygotowywany przez Komisję Europejską program "Szersza Europa" zakłada, że znikać będą przeszkody w przemieszczaniu się ludzi, towarów, usług i kapitału między Unią a jej wschodnimi sąsiadami. Polska złożyła już krajom unijnym swoje propozycje w tej mierze, dotyczące także najbliższej przyszłości. Najważniejsza obecnie wydaje się sprawa wiz, aby wymagania schengeńskie nie postawiły zbyt sztywnych barier na wschodnich granicach poszerzonej Unii. Dobrym przykładem może tu być niedawne porozumienie między Polską a Ukrainą, które zawarłem z prezydentem Leonidem Kuczmą, za akceptacją polskiego rządu. Przewiduje ono, że Polska nie będzie pobierać opłat za wizy dla obywateli ukraińskich, a Ukraina nie będzie wymagać wiz od obywateli polskich. Granice powinny być bezpieczne i szczelne, ale zarazem przyjazne.

Współdziałanie krajów naszego regionu w Unii Europejskiej nie będzie się oczywiście sprowadzać tylko do polityki wschodniej. Wątek regionalny jest jedną z zasad wewnętrznego funkcjonowania Wspólnoty. Dlatego tak ważne jest, abyśmy umieli przenieść, pielęgnować i rozwijać cały dotychczasowy dorobek naszej współpracy. To prawda, że wraz z przystąpieniem do Unii zostanie zrealizowany jeden z najważniejszych celów naszych państw. Mimo to, Grupy Wyszehradzkiej i innych form lokalnego współdziałania nie należy wyobrażać sobie jako drabiny, którą można już teraz, po wejściu na europejski dach, odrzucić. Trzeba raczej myśleć o nich jako o ważnym ogniwie silnych, "poziomych" relacji europejskich, dzięki którym Europa nabiera coraz większej spójności.

Pamiętajmy, że na mocy porozumienia nicejskiego z grudnia 2000 r., krajom Grupy Wyszehradzkiej przysługiwać będzie w przyszłej unijnej Radzie Ministrów tyle samo głosów, co Niemcom i Francji razem. To duży udział w decyzjach, potwierdzający nasz potencjał – a jednocześnie duży kapitał zaufania i odpowiedzialności.

Jednym z wielce istotnych wydarzeń, wpływających na kształt Europy, były decyzje szczytu NATO w Pradze. Zaproszenie nowych krajów do Sojuszu to poszerzenie strefy bezpieczeństwa i stabilności w Europie, to ostateczne zniesienie wytyczonych w Jałcie podziałów. Fakt, że w gronie zaproszonych znalazły się kraje bałtyckie – to jednoznaczny sygnał, że żadne państwo spoza NATO nie może wytyczać granic powiększania Sojuszu.

Jestem przekonany, że Polska, Węgry i Czechy znacząco przyczyniły się do podjętych w Pradze decyzji. Ważne było, że udzieliliśmy nowym kandydatom – naszym partnerom, często nawet sąsiadom – naszego poparcia. Równie istotne było to, że przez ponad trzy lata naszym aktywnym, odpowiedzialnym członkostwem udowodniliśmy, iż pierwsza, historyczna decyzja Sojuszu o rozszerzeniu na wschód była ze wszech miar trafna.

Nasz udział w NATO przypadł na czas szczególny i niełatwy. Sojusz przechodzi proces transformacji; dostosowuje się do nowych zagrożeń: międzynarodowego terroryzmu i niekontrolowanego rozprzestrzeniania broni masowego rażenia. Kontrowersje wokół sytuacji w Iraku i udzielenia pomocy Turcji, powołującej się na artykuł IV Traktatu Waszyngtońskiego, doprowadziły do napięć w sojuszniczym gronie. Byłoby jednak nierozsądne napięcia te przedstawiać jako poważny kryzys. Wierzę głęboko, że NATO zachowa swoją spoistość. Nie jest przecież sojuszem doraźnym i przypadkowym. Transatlantyckie fundamenty, przywiązanie sojuszników do tych samych norm i wartości, są zbyt mocne, by jeden spór mógł je naruszyć.

Dziejowe doświadczenie Polski, Węgier i Czech - a także innych krajów naszego regionu - pozwala nam z wielką wyrazistością widzieć, jak istotna dla europejskiego ładu, bezpieczeństwa i stabilności jest więź transatlantycka. Drogi Europy i Ameryki nie powinny się nigdy rozmijać - przeciwnie, naszym celem powinno być umacnianie tych więzi. Trzeba zrobić wszystko, aby ten proces wzmocnić i przyspieszyć. W tej sprawie Polska jest i będzie zdeterminowana. Sądzę, że węgierskie spojrzenie jest podobne.

Europa musi być silna nie tylko wewnętrzną więzią integracyjną, lecz także swoją otwartością. W projekcie europejskim – choćby nawet w odleglejszej przyszłości – powinno być zapewnione miejsce dla wszystkich, którzy dążą do umacniania demokracji, rządów prawa i ochrony praw człowieka. Nikt nie może być z niego arbitralnie wykluczony na podstawie nieusuwalnych jakoby podziałów kulturowych i cywilizacyjnych.

Polska pragnie, aby w całym wielkim pasie, od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne, było jak najwięcej zrozumienia, zaufania i współpracy. Państwa Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej; zarówno te, których droga wiedzie do członkostwa w NATO i Unii Europejskiej, jak i te, które pozostają poza tymi strukturami - powinny umacniać wzajemne więzi i dzielić się doświadczeniami.

Z taką właśnie myślą przedstawiłem w lipcu ubiegłego roku tzw. Inicjatywę Ryską. Zasadnicze kierunki szerokiej współpracy regionalnej wynikające z tej Inicjatywy – to wspieranie procesów transformacji oraz wspólna walka z międzynarodowym terroryzmem i przestępczością zorganizowaną. Inicjatywa ta ma także zapobiec powstawaniu poczucia odrzucenia w państwach, które pozostaną poza strukturami euroatlantyckimi oraz przeciwdziałać ich marginalizacji w stosunkach europejskich. Cieszę się, że pierwsze konsultacje w tej sprawie z udziałem przedstawicieli 17 państw odbędą się jeszcze w tym miesiącu w Warszawie.

Chcę podkreślić, że nie chodzi tu bynajmniej o zastępowanie dotychczasowych form współdziałania czy zwykłe ich sumowanie. Główni "udziałowcy" Inicjatywy – Grupa Wyszehradzka i Grupa Wileńska – doskonale sprawdzają się same w sobie. Jednak istotą mej propozycji jest nie tyle mechaniczne połączenie tych dwu grup, lecz raczej ściślejsze powiązanie państw regionu, które w swej polityce kierować się będą "euroatlantycką busolą" zasad demokratycznego państwa prawa, wolnego rynku, społeczeństwa obywatelskiego i cywilnej kontroli nad armią. Taka definicja tej inicjatywy ma wielkie zalety. Łączy element geograficzny - współpracę w środkowoeuropejskim pasie – z zasadą otwartych drzwi do jednoczącej się Europy dla wszystkich państw sąsiadujących z tym regionem. Te drzwi nie mają żadnego zamka szyfrowego. Prostym kluczem są czytelne normy, do których spełnienia każde państwo regionu jest w stanie dążyć, o ile wykaże potrzebną po temu wolę polityczną. Ufam, że inicjatywa ta – także przy bardzo ważnym i potrzebnym wsparciu Węgier – przyniesie znakomite owoce!

Na rok przed upadkiem komunizmu, przed zburzeniem murów w Europie – w 1988 roku papież Jan Paweł II wypowiedział w Parlamencie Europejskim doniosłe słowa o "dwóch płucach" naszego kontynentu. Zaapelował – by Europa suwerenna i wyposażona w wolne instytucje rozszerzyła się kiedyś aż do granic, jakie wyznacza jej geografia, a jeszcze bardziej historia.

Papież mówił wtedy także w naszym wspólnym imieniu – formułował wizję, której bardzo pragnęliśmy, ale wydawało się, że możemy o jej realizacji tylko marzyć. Dziś ta niebywała, fantastyczna wizja – wypełnia się! Dziejową szansę, jaką wspólnie wywalczyliśmy, wykorzystajmy w pełni. Jestem przekonany, że nasz region stanie się jednym z najważniejszych filarów wspólnego, europejskiego domu i istotnym, aktywnym współtwórcą ładu światowego.

Wieczorem prezydent Aleksander Kwaśniewski wręczył odznaczenia obywatelom węgierskim zasłużonym w niesieniu pomocy obywatelom polskim – ofiarom wypadku autobusowego nad Balatonem. Zwracając się do odznaczonych prezydent powiedział m. in.:

Wręczone dziś odznaczenia są wyrazem wielkiego szacunku dla Państwa wspaniałej postawy. Wszechstronna pomoc, z jaką latem ubiegłego roku pospieszyli Państwo ofiarom wypadku polskiego autokaru nad Balatonem, godna jest naszej wdzięczności i najwyższego uznania. To nie kurtuazja, lecz szczera wdzięczność sprawiła, że minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej określił ją wówczas mianem pomocy ponadstandardowej.

Do tragedii – przypomnę – doszło pierwszego lipca, długo przed świtem, na skrzyżowaniu trzech dróg w miejscowości Balatonkeresztur. Autokar wiozący polskich pielgrzymów ze Stoczka w województwie lubelskim do Medjugorie w Bośni i Hercegowinie wjechał na rondo ograniczone wysokim krawężnikiem, wypadł z zakrętu i przewrócił się do rowu. Ciała ofiar wyciągano z autobusu przez ponad trzy godziny. Bagaże zbierano w promieniu kilkudziesięciu metrów. Przybyli na miejsce tragedii węgierscy policjanci mówili, że to najstraszniejszy wypadek, jaki kiedykolwiek widzieli.

W katastrofie zginęło 19 osób, 32 zostały ranne – jedna z nich, mimo ofiarnych wysiłków lekarzy, zmarła. Poszkodowanych umieszczono w pięciu okolicznych szpitalach. Wszystkich otoczono najtroskliwszą opieką. Niektóre osoby przewieziono na specjalistyczne badania do Szombathely, Kaposvar i Budapesztu. Większość niezwłocznie poddano operacjom.

Skala wsparcia była imponująca. Na pomoc poszkodowanym w katastrofie strona węgierska wyasygnowała milion forintów. Jeszcze w czasie trwania akcji ratunkowej na miejsce zdarzenia przybyła Pani minister spraw wewnętrznych, Monika Lamperth. Wszyscy ranni otrzymali telefony komórkowe, dzięki którym mogli kontaktować się z rodzinami w Polsce. Miejsce katastrofy i poszkodowanych w szpitalach odwiedziła również Pani Prezydentowa Dalma Madl. Szef rządu Peter Medgyessy zadeklarował, że Węgry pokryją koszty podróży i pobytu rodzin ofiar tragedii. Z pomocą licznie zgłaszali się mieszkańcy miejscowości nad Balatonem – przyjeżdżali, aby oddać krew, przynosili ubrania, żywność i zabawki dla dzieci. Niezwłocznie pojawili się tłumacze, którzy pomagali porozumiewać się chorym i lekarzom.

W pamięci rodzin osób, które zginęły w wypadku, zapisały się wyrozumiałość i takt pracowników Oddziału Patologii szpitala w Marcali, gdzie dokonywano identyfikacji ofiar. Na ogromne uznanie zasługuje również postawa policji, która m. in. zapewniła eskortę samochodów z ciałami ofiar tragedii oraz organizowała przewóz chorych na lotnisko w Sarmellek, skąd wyjeżdżali do Polski, a także - sumiennie zabezpieczyła bagaż ofiar. Policjanci, którzy przez sześć dni nieustannie uczestniczyli w akcji, w odruchu serca przekazali swoje wynagrodzenie za dodatkowe godziny pracy (w kwocie 850 euro) na pomoc osieroconym w wypadku chłopcom z rodziny Dziołaków.

8 listopada ubiegłego roku w Balatonkeresztur odsłonięto i poświęcono pomnik pamięci tych, którzy zginęli w wypadku. Inicjatorem jego wzniesienia było węgierskie Ministerstwo Gospodarki i Transportu. Jakże to znamienne, że w uroczystości tej udział wzięli i przedstawiciele władz Republiki Węgierskiej, i mieszkańcy nadbalatońskich miejscowości. Ramię w ramię przybyli oddać hołd ofiarom, tak jak tamtej pamiętnej nocy wspólnie pospieszyli im z pomocą.

Stare porzekadło mówi, że Polak i Węgier to "dwa bratanki", co miało określać podobieństwo naszych niepohamowanych temperamentów i zadziornych charakterów. Ale podczas tamtej nocy, a także później w czasie długich godzin walki o życie poszkodowanych, w dniach jakże troskliwej opieki nad rannymi pokazali Państwo prawdziwy, pełny sens tego powiedzenia. Udowodnili, jak wielki ma ono wymiar wymiar szlachetnego braterstwa. Okazanie wrażliwości na cierpienie i ból, na tragedię, znacznie lepiej niż cokolwiek innego odzwierciedla więzi łączące prawdziwych bratanków.

W imieniu własnym, Polski i moich rodaków proszę przyjąć słowa podziękowań za Waszą postawę i pomoc. Oczywiście nikomu nie można życzyć takich tragedii, ale wiem, że jeżeli zdarzy się nieszczęście, Polacy i Węgrzy mogą na siebie liczyć.


POWIĄZANE

Standardowa umowa na ubezpieczenie OC jest zawierana na 12 miesięcy, ale istniej...

Firma JBL to jeden z najpopularniejszych, a jednocześnie najbardziej cenionych p...

W ostatnich tygodniach branża mięsna, a szczególnie hodowcy trzody chlewnej, są ...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę