Raczy biznes

2 sierpnia 2002

Hodowla raków może być opłacalna. Na zyski trzeba jednak poczekać kilka lat.

Stawy, wyrobiska po wybranym żwirze, zbiorniki wodne, które są zbyt zimne, by hodować w nich karpie lub zbyt ciepłe dla pstrągów – wszystkie te miejsca nadają się do hodowli raków. Hodowla raków jest najprostszą sprawą na świecie. Do stawu wpuszczamy stadko dorosłych samic i samców i zostawiamy je w spokoju na kilka lat (od dwóch do ośmiu w zależności od gatunku). Resztę powinna zrobić matka natura. Musimy tylko oddzielić je od niewłaściwych sąsiadów, czyli wydry lub amatorów raczego mięska. Po tym czasie systematycznie odławiamy dorosłe osobniki i sprzedajemy.

Raki żywią się resztkami rozkładających w wodzie roślin. Z hektara stawu, co roku można odłowić około 100 kg raków. Jeśli będziemy je dokarmiać specjalnymi paszami to możemy wyławiać nawet 500 kg z hektara. Dno stawu musi być muliste, gdyż raki w dzień chowają się w norkach wygrzebanych w dnie, a w nocy żerują. Staw musi być głębszy niż 1,5 m, inaczej raki mogą nie przezimować. Nie może w nim też być drapieżnych ryb. Są one niebezpieczne dla raków w okresie, kiedy zrzucają pancerze – wtedy przez kilka dni są zupełnie bezbronne. Nie musimy też zbytnio przejmować się czystością wód. Gatunki lubiące czystą wodę praktycznie wyginęły.

Nasze dwie rodzime rasy raków to szlachetne i błotne. Dziś w większych ilościach spotyka się je w wodach południowo-wschodniej Polski. W pozostałych regionach wytrzebiła je racza dżuma. Została ona sprowadzona w ubiegłym stuleciu przez pewnego hodowcę węgorzy. Hodowcą tym był baron Max von Borne, który na Pomorzu zaczął hodować raki pręgowane z Ameryki. Są one nosicielami tej choroby, na którą same nie chorują. Kiedy rakom owym znudziło się Pomorze, postanowiły zwiedzić inne wody Polski. W ten sposób rozniosły chorobę po okolicy. Gdziekolwiek pojawiają się raki pręgowane tam zanikają raki szlachetne. Amerykańskie raki są smaczne, ale małe i dlatego nie bardzo nadają się na hodowlę. W naszych wodach obecnie króluje rak sygnałowy ze Szwecji. Potrafi wykończyć pręgowaną konkurencję i nie jest wrażliwy na czystość wód. Potrafi funkcjonować nawet w wodach III klasy (brudasek). Szybko rośnie, więc zyski są znacznie szybciej niż w przypadku raków błotnych czy szlachetnych.

Na razie raki trafiają do supermarketów i restauracji w kraju, chociaż jest na nie ogromny popyt w Europie. Sami Szwedzi zjadają 9 tys. ton raków rocznie, z czego około 90 proc. importują. Nie wolno jednak eksportować żywych stworzeń, tylko ugotowane, a to wymaga inwestycji w przetwórstwo.

W Polsce jest tyle niezagospodarowanych stawów, wyrobisk itp. Czasami są to zbiorniki z naprawdę czystą wodą. Może warto więc zainwestować w raki. Co prawda nie można ich pogłaskać jak krówkę, ale czego się nie robi dla pieniędzy (cena 110-120 zł za kg).   


POWIĄZANE

Kierownictwo resortu rolnictwa przyjęto we wtorek zaktualizowany Ramowy Plan Dzi...

Rolnictwo ekologiczne w Polsce zamiast spodziewanego dynamicznego rozwoju, od ki...

Przedstawiciele państw unijnych przyjęli we wtorek ostatecznie przepisy dotycząc...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę